Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Wpisy z tagiem: wczasy

sobota, 24 października 2015

Lech  Lech

Michal

Rok 1976 zaczął się spokojnie i nie zapowiadały się istotne zmiany.
Michał rozwijał się dobrze - dużo jadł, dużo spał. Jedynym kłopotem była podatność na zaziębienia.

W lutym pojechałem z Anią na wczasy, tradycyjnie do Bierutowic. W domu wczasowym Ania trafiła na doskonałą partnerkę da zabaw - Edytkę, która byla tam pod opieką dziadków. Ulubioną zabawą była inscenizacja Kopciuszka. Ja odgrywałem niezmiennie macochę. Dziewczynki wymieniały się rolą Kopciuszka i prosiły żebym na nie strasznie krzyczał. 

 Ania i Edytka


Nieco gorzej było na zabawie dla dzieci. Tam nikt nie krzyczał, ale w tłumie dzieci obie dziewczynki były bardzo speszone. 

Dziadek

 

 

Mój rozkład zajęć był bardzo napięty. Po śniadaniu 2-godzinny spacer, sanki. Po obiedzie leżakowanie. Potem minimum godzina spaceru. Po kolacji zabawa dzieci i uśpienie Ani. Wreszczie czas dla siebie - spędzałem go często na wczasowych zabawach. Na balu przebierańców wystąpiłem jako dziadek nocnikowyi zasłużenie wygrałem pierwszą nagrodę.

Po powrocie do pracy wszystko mi się pomieszało.
Wspominałem wcześniej, że Pracowni EtobSystem wyrwano zęby - usunięto kierownika - Andrzeja Zienkiewicza. Należało uzbroić się w cierpliwość i czekać jak sprawy sie potoczą. To nawet wpasowywało się dobrze w sytuację rodzinną - więcej czasu dla domu i dzieci.
Nasza sytuacja finansowa była bardzo dobra. Nie mając na co wydać pieniędzy zgromadziliśmy pewne oszczędności. Pewnego razu odwiedziła nas moja znajoma z mężem Hansem - Szwedem. Hans wspomniał o możliwościach dobrego zarobku - samochody Polski Fiat 126 można było kupić za 65,000 zł i sprzedać za 100 tys. Jedyny kłopot to trzeba wpłacić całą kwotę z góry i czekać około 2 lat na dostawę, ale jeśli ktoś ma zapasy gotówki...
Roześmiałem się pod nosem -  skoro tak dobrze zarabiam robiąc to co lubię to dlaczego miałbym się przekwalifikować na handlarza samochodami?
Wydawało mi się to bardzo dowcipne,ale zapomniałem, że akurat nie robiłem wiele tego co lubiłem.

W takim właśnie stanie umysłu przyjąłem propozycję awansu na zastępcę kierownika Pracowni. To było bez sensu, wiedziałem, że dni istnienia Pracowni są policzone, nie miałem żadnej idei co na tej pozycji chciałbym osiągnąć. Może uległem namowom kierownika Pracowni - pana Ł? Może intrygowało mnie czy Partia wyrazi zgodę gdyż to stanowisko podlegało już politycznej kontroli. Najchętniej tłumaczyłem sam sobie, że zrobiłem to pod wpływem telewizyjnego serialu Czterdziestolatek - KLIK. Bardzo nam się ten serial podobał i rozbawił mnie fakt, że główny bohater - inż Karwowski - złamał sobie nogę w czasie gdy ja kurowałem swoją złamaną nogę. Trzeba trafu, że w okresie gdy pan Ł namawiał mnie na kierowniczy awans inżynier Karwowski awansowal na dyrektora. 

Awans łączył się z wymiernymi stratami. Pensję nieco mi podwyższono, ale premia kierownictwa była niższa niż premia naszego zespołu. Poza tym musiałem zrezygnować z pół etatu w WZM. Znacznie gorsze było, że nie miałem wiele do roboty i najchętniej spędzałem czas promując opracowany przy moim udziale system SEZAM. Na moje szczęście po kilku miesiącach, we wrześniu 1976 roku, Pracownię EtobSystem rozwiązano a ja zostałem przekazany do dyspozycji dyrekcji Centrum ETOB. 

Życie rodzinne biegło swoim trybem - wczasy, wyjazd Ani na wakacje z siostrą Sylwii. Bolesna była sprawa mojej Matki. Prawie 3 lata wcześniej oceniła, że nie jest w stanie samodzielnie egzystować i wprowadziła się do nas. Niestety mieszkanie z nami układało się niedobrze. Matkę denerwowało wiele rzeczy i jej stan promieniowl na cały dom. Miała bardzo silną osobowość i często, wracając z pracy, już 200 m od domu mogłem wyczuć, że nie jest dobrze. W domu zastawałem zamknięte drzwi od pokoju Matki i silny zapach papierosów.
Kilka razy Matka wyjechała na dłuższe odwiedziny do swojej siostry Stanisławy. Bardzo brakowało jej towarzystwa życzliwych osób jak pp Bobrowicz w Kielcach. Wreszcie złożyła podanie o przyjęcie do domu rencistów. W lutym 1976 roku przeprowadziła się do domu w okolicy placu Narutowicza. To było blisko do jej sióstr, dość blisko do nas, ale pokoje były małe i miała dwie współlokatorki. Po kilku miesiącach załatwiła sobie przeniesienie do domu rencistów w Białołęce. To było bardzo daleko, ale warunki bytowe były dobre a otoczenie piękne.

 Tymczasem ja, zamiast poddać się życzliwemu mi losowi i czekać co też zaproponują mi w ETOBie, wpakowałem się znowu w niepewne układy. Dostałem propozycję objęcia stanowiska głównego specjalisty w zjednoczeniu przemysłu elektronicznego UNITRA. Propozycja wyglądała ciekawie - na miejscu byli już angielscy konsultanci z firmy ICL, miano zastosować znany mi software dla przemysłu, kilka fabryk należących do zjednoczenia miało już komputery ICL, samo zjednoczenie miało nowoczesny komputer ICL-2903, był zespół młodych entuzjastycznych ludzi. W październiku 1976 roku zgodziłem się.

W praktyce wszystko wyglądało bardzo ponuro. Angielscy konsultanci skarżyli się, że od miesięcy siedzą bezczynnie. Zespół młodych pracowników - to samo. Chyba 4 programistów plus kierowniczka sekcji, która prowadziła z nimi regularne ćwiczenia przy tablicy żeby jakoś zabić czas i nie wyjść zupełnie z wprawy. Do tego jeszcze 3 analityków byznesu, którzy też nie wiedzieli co mają zrobić.
Od dyrekcji wiedziałem, że podstawowym naszym zadaniem jest wdrożyć system zarządzania produkcją w zakładach radarowych. Pierwsza wizyta wypadła fatalnie. W fabryce istniał dział informatyki, który miał ambicję samodzielnie opracować taki system i nie chciał słyszeć o wdrażaniu cudzych pojektów. Nie chciał słyszeć o żadnym rodzaju współpracy. Przypomniała mi się moja sytuacja w Zelmocie, tam też ja miałem pomysły, które uważałem za najlepsze. Ale byłem sam i nie zamierzałem toczyć bojów z resortowym ośrodkiem.
Jedynym jasnym punktem była przyjęta nieco później niż ja pani Ewa Kubacka. Ją też przeraziła bezczynność pracowników. Miała tę przewagę, że znała sporo osób w zjednoczeniu i udało jej się znaleźć jakieś niewielkie systemy do oprogramowania. Moim najpoważniejszym osiągnięceim było wysłanie do domu angielskich konsultantów. Po trzech miesiącach nieudanych wysiłków zacząłen gorączkowo rozglądać się za jakąś inną posadą. Żadne tam kierownictwo - konkretna praca na komputerze.

Szczęście mi znowu dopisało