Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Wpisy z tagiem: greniewski

czwartek, 15 października 2015

 Tadeusz
Musiałem w urzędowy sposób zdobyć papiery mistrzowskie artysty plastyka. 
Praca dyplomowa w mojej uczelni miała postać złożoną. Składała się z czterech niezależnych członów. Dwa przedmioty czysto zawodowe, zgodne ze specjalizacją, to zestawy projektów drukowanych tkanin odzieżowych i tkanin dekoracyjnych. Każdemu zestawowi towarzyszyła jedna realizacja czyli wydrukowana tkanina. Zestaw projektów sukienkowych potraktowałem czysto rutynowo - parę z kwiatami, parę z fakturami, trochę wzorów tureckich z pieprzami i owocami granatu - te klasyczne lubiłem najbardziej. Po konsultacjach jeden wzór z kilkudziesięciu został przez prof. Teresę Tyszkiewicz wybrany do realizacji. Zakład pracy poszedł mi na rękę i tkaninę wydrukował. Mgliście pamiętam, że to było coś z drobnymi kwiatkami w gamie pomarańczowej. Nie miałem serca do tej części dyplomu i zapewne dlatego uciekła z mojej pamięci. 
Tkanina dekoracyjna czyli mówiąc potocznie po prostu na zasłony do okien cieszyła się moim większym zainteresowaniem. Wybrałem sobie jako temat wiodący wzornictwo koptyjskie. Tkaniny koptyjskie to piękny rozdział w historii tkaniny. Przetworzenie tych zabytkowych, ręcznie tkanych wzorów z  wczesnego  średniowiecza na technikę filmdruku to była degradacja,  przerabianie dzieła sztuki na współczesną tandetę. Ale współczesność cała jest tandetna. Wybrany do realizacji projekt przedstawiłem na komisji weryfikującej zjednoczenia. Został przyjęty jako dopuszczony do puli oferty Zjednoczenia Przemysłu Lniarskiego. Już bez żadnej łaski i przychylności został wydrukowany w moim zakładzie pracy. Mam dzięki temu jego zdjęcie. Oczywiście bez kolorów, a były one gamą brązów, żółcieni i oranżów. 
Głównym zestawem prac było malarstwo. W pracy nad tą częścią dyplomu miałem trzy utrudniające aspekty. 
Pierwszy był czysto techniczny. Jeżdżenie na korekty z Walimia do Łodzi determinowało poręczny w autobusie, pociągu i podczas przesiadek format i ciężar. Porównując do muzyki przesiadłem się z form symfonicznych na kameralistykę. Takie podejście powodowało zwiększanie uwagi na intelektualną zawartość, ostrzejszą kontrolę przekazu, nacisk na wiedzę, a nie emocje. Moje prace były bardzo zimne, oschłe, pokazywały co wiem o malowanym przedmiocie, przemyślane oceny, a nie moje uczucia. A wszystko wedle nauczonych zasad kompozycji - logicznych, obiektywnych, naukowych. Zachowało mi się zdjęcie pracy z tego zestawu. Kolorystyka zredukowana do minimum. Techniczne wymiarowanie elementów. Niemal matematyczne tworzenie przeciwieństw, kontrastów, dopełnień. Portret J. S. Bacha to wręcz przykładowa wizja muzyki pozbawionej emocji, a wypełnionej idealną formalną prawidłowością. To była bardzo wybiórcza, okrojona wersja opisania osobowości Bacha. Obrazek - format ca 30 x 40 - jest już po dyplomie sygnowany bo zawiozłem go w prezencie do przyjaciół w Moskwie. 
Drugim utrudnieniem nad tworzeniem obrazów było moje odczuwanie atmosfery dekadencji malarstwa światowego, w konsekwencji także we mnie nie było koncepcji kreacji czegoś istotnie nowego, kroku naprzód. Byłem przekonany, że modne trendy w świecie typu  op-artu, malarstwa gestu czy różne land-arty wydawały mi się konwulsjami umierającego procesu rozwoju sztuki rozpoczętego kilkanaście tysięcy lat wcześniej. Czysto subiektywnie odczuwałem smutek, że uczestniczę w tym grzebaniu pięknego procesu od neolitu do pierwszej połowy XX wieku. Dziś sądzę, że moje obawy potwierdziły się. Sztuki plastyczne poszły dwoma nurtami - działalność pogrobowców mniej lub bardziej naiwnego realizmu i nonszalanckie sugerowanie egzystencjalnej głębi przez pokazanie banalnych zdarzeń bądź też przez szokowanie odbiorcy drastycznym komunikatem. Mętne intencje twórców utożsamiane są z wartościami artystycznymi - po prostu koszmar!
Po latach, gdy już pracowałem w dziennikarstwie, nowe sztuki plastyczne nazwałem egomanieryzmem. Przy takiej postawie praca nad dziełami malarskimi była trudna, żaru artystycznego mocno brakowało. 
Trzecie utrudnienie pracy twórczej wynikało z mojego nazbyt teoretycznego podejścia do sztuk wizualnych. A spowodował to czwarty składnik pracy dyplomowej - praca z historii sztuki. W lecie 1965 przeczytałem w miesięczniku "Problemy"  artykuł prof. Henryka Greniewskiego pt. Język czy kod (gdy Lech wspomniał to nazwisko pomyślałem, że to ten sam tylko imię mi się pomyliło - ale to jednak inny Greniewski KLIK ). W artykule klarownie opisane cechy kodu - typowego narzędzia stosowanego przez cybernetykę KLIK 
Moje wyobrażenie ideałów piękna opisałem parę miesięcy temu  KLIK .
BB miałem przy sobie, o swoje upomniał się Pitagoras.