Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Wpisy z tagiem: parowóz dziejów

poniedziałek, 07 grudnia 2015

Lech  Lech

Rok 1980 zaczął się... według mnie już w roku 1976. Wtedy to, po rozruchach robotników, powstał Komitet Obrony Robotników - KOR - pierwszy krok do budowania zorganizowanej opozycji.

Dwa lata później wybrano Polaka na papieża. Nastąpił przypływ ludzi do Kościoła. Wydawało się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wizyta Jana Pawła II w Polsce w 1979 roku zespoliła ludzi. 
Pamiętne słowa na placu Zwycięstwa - niech zstąpi DUCH Twój. Niech zstąpi DUCH Twój i zmieni oblicze ziemi...TEJ ZIEMI!

Również w 1979 roku rozpoczęła się interwencja radziecka w Afganistanie. Do gry włączyły się Stany Zjednoczone. Istniejący układ zaczynał się chwiać.

14 sierpnia wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej. Żądania strajkujących - przywrócenie do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy, budowa pomnika ofiar grudnia 1970, podwyżka płacy. Nie były to według mnie wielkie żądania, które mogłyby zaniepokoić władze państwa. Władze nie użyły siły, dyrekcja zakładu zasiadła do stołu i próbowała się targować.
Zaskoczeniem dla mnie było, że w ciągu następnych kilku dni do strajku dołączyło kilkanaście, kilkadziesiąt zakładów, powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. 21 sierpnia reprezentował on już 350 zakładów pracy.
Kalendarium sierpniowych wydarzeń tutaj - KLIK

Nie potrafię sobie przypomnieć jak odbierałem te wydarzenia - pewnie trochę sceptycznie a trochę z niepokojem - w którymś momencie władza zareaguje siłą.
Zaskoczyło mnie, że Janek N, który został wraz ze mną przyjęty do pracy w Kuwejcie, mocno zaangażował się w akcję strajkową. W każdy weekend latał do Gdańska.
- Co ty tam robisz - pytałem.
- Wszystko co mi polecą. Odbijam ulotki, przygotowuję posiłki, co tylko wpadnie w ręce.
A co myśłi o komitecie strajkowym? - Wałęsa to prosty robotnik - odpowiadał - na szczęście jest otoczony przez mądrych ludzi i to oni wszystkim kierują.
- Jakich mądrych ludzi?
- Mazowiecki, Geremek.
Nie wzbudzało to we mnie wielkiego zaufania.

W ostatnich dniach sierpnia rząd podpisał porozumienia z 4 głównymi komitetami strajkowymi. Podstawą było 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego - KLIK.
Nie wydały mi się one wielką rewelacją. 

Długopis

Po pierwsze raziła mnie ostentacja L. Wałęsy - ten długopis, Matka Boska w klapie. W porónaniu z nim minister Jagielski wygladał na męża stanu.

Po drugie - postulaty...
Pierwszy i najważniejszy - wolne, niezależne związki zawodowe - ten postulat miał wymiar polityczny, ale wydawało mi się, że to z upływem czasu jakoś się rozmyje.
Postulat 2 - prawo do strajku.  To pachniało mi liberum weto. 
Dużą ilość postulatów takich jak - wolność słowa, wyprowadzenie kraju z kryzysu, polepszenie warunków pracy służby zdrowia, dobór kadry kierowniczej stosując kryterium kwalifikacji zawodowych, pełne zaopatrzenie rynku w produkty żywnościowe. zapewnienie odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach, skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania - uznałem za pobożne życzenia. Kolejne rządy, od wielu lat, zapewniały, że właśnie to robią, dlaczego teraz ma być inaczej?
Patrząc na obecną sytuację w Polsce odnoszę wrażenie , że spełnił się tylko postulat poprawy zaopatrzenia w żywność.
Kilka postulatów było konkretnych -  wprowadzić kartki na mięso i niektóre przetwory - z tym się zgadzałem, skończyć z tą loterią w sklepach.
Ale taki konkretny postulat (nr 14) - obniżyć wiek emerytalny do 50 lat dla kobiet, 55 dla mężczyzn. Ciekaw jestem co o tym myślą obecni obywatele i partie polityczne w Polsce.

Charakterystyczna dla mnie była reakcja jednego z moich szefów - Krzysztofa. To był urodzony działacz społeczny. Pamiętałem go jeszcze ze studiów gdzie był członkiem każdej organizacji społecznej. Wyznał mi kiedyś, że jest nawet członkiem ZBoWiD - Związku Bojowników o Wolność i Demokrację - KLIK. Jak to możliwe? Toż to był związek kombatantów II Wojny Światowej a Krzysztof był w moim wieku. Moja matka była ze mną w ciąży podczas kampanii wrześniowej 1939 - odpowiedział.
Nie zdziwiło mnie więc gdy porozumienia sierpniowe dodały mu energii. Skrzyknął wokół siebie starych wyjadaczy związkowych - przecież nam  zawsze właśnie o to chodziło.

Pierwszy w PRL niezależny związek zawodowy powstał właśnie w LOCie. Był to związek zawodowy pilotów (a może personelu latającego). Wtedy było to mocno nagłaśniane, teraz nie mogę znaleźć w internecie żadnej informacji na ten temat. 
Przeczytałem statut związku i zmroziło mnie - większość statutu to były przywileje specyficzne dla personelu latającego. To wyraźnie tworzyło nową, uprzywilejowaną, klasę. To była niewielka grupa ludzi, ale ich strajk oznaczał paraliż całej firmy. Z drugiej strony, ponieważ grupa była niewielka to  spełnienie ich wymagań nie było dla LOTu zbyt trudne.
A więc znowu - równi i równiejsi - tylko kryteria będą inne - pomyślałem. 

Niewątpliwie będący w trakcie załatwiania kontrakt w Kuwejcie miał wpływ na moją ocenę sytuacji. Wiele osób wokół mnie przyjęło zmiany entuzjastycznie. 

piątek, 30 października 2015

Lech  Lech

Rok 1976 - zwiastuny przyszły dużo wcześniej. Pisałem jak pod koniec 1975 roku nasze informacje z frontu wielkich inwestycji były tak złe, że wyższe szczeble władzy wolały ich nie dostawać - KLIK.

To zgadza się z informacją w wikipedii - KLIK - (proszę nie zamykać tego linku wrócę do niego kilka razy) :
Podczas VII Zjazdu Partii w grudniu 1975 roku Edward Gierek powiedział: "...problem struktury cen podstawowych artykułów żywnościowych wymaga (...) dalszej analizy".

Podwyżki cen żywności. To był pewien sposób na zwiększenie wpływu gotówki do państwowej kasy.
Oczywiście problemem nie była sytuacja polskiego rolnictwa lecz konieczność spłaty długów zaciągniętych między innymi na wielkie inwestycje, które nie przyniosły oczekiwanych efektów. Nie przyniosły żadnych efektów gdyż większość z nich nie zostala ukończona w terminie.
Jednak to nie inwestycje zaważyły, ich koszt wynosił tylko 20% wydatków państwa, większość funduszy przeznaczano na konsumpcję.

Kolejny cytat ze zlinkowanego powyżej artykułu wikipedii: "... społeczeństwo polskie zdążyło już się przyzwyczaić do wzrostu poziomu życia, stałego wzrostu płac oraz stałych cen".

To się zgadza. Rządowa propaganda głosiła: pracuj wydajnie, wypoczywaj fajnie.
Moje zarobki w porównaniu z rokiem 1971 wzrosły za Gierka prawie 4-krotnie. To był wyjątek, ale jednak zarobki szybko rosły. Przyspieszył program budowy mieszkań, na rynku pojawiły się samochody i wiele innych użytecznych dóbr.
Gorzej było z wydajną pracą. W latach 1971-74 rzeczywiście pracowałem dużo i wydajnie, ale czy owoce mojej pracy powiększały dochód narodowy?
Rok 1975 spędziłem głównie na zwolnieniu lekarskim, ale już w 1976 nie zrobiłem niczego użytecznego. Jednocześnie stwierdziłem, że istnieją całe komórki ogranizacyjne zatrudniające sporo ludzi, które nie robią praktycznie nic.
Kilku moich znajomych deklarowało - nie robię nic i jestem z tego dumny bo gdybym coś robil to tylko bym pogorszył sytuację państwa.
Do czasu moich doświadczeń z 1976 roku byłem na nich wściekły, potem już tylko smutny.

Podwyżki cen żywności. Że też nie potrafili niczego innego wymyślić? Wszak to już było w 1956 i 1970 roku i w obu przypadkach zakończyło się gwałtownymi protestami, zmianą władzy i wycofaniem się z podwyżek. Dlaczego Gierek myślał, że tym razem będzie inaczej?

Było tak samo, zaczęło się w Radomiu. Opis wydarzeń w zlinkowanym wcześniej artykule.
Tak jak w poprzednich przypadkach rząd wycofał się z podwyżek
Kilka spraw potoczyło się jednak inaczej:
- nie użyto broni - podobno na osobiste żądanie Gierka,
- rząd nie upadł,
- powstał (z inicjatywy Antoniego Macierewicza) Komitet Obrony Robotników - KOR - KLIK.

Można było poczuć, że historyczna gra dopiero się rozpoczęła

P.S. Do legendy przeszły długi Gierka. Nieco faktów jest tutaj - KLIK.

Obecne zadłużenie Skarbu Państwa wynosi ponad 900 mld złotych, w tym 274 mld to dług zagraniczny - KLIK. Uwzględniając inflację jest to nadal dużo, dużo, wiecej niż długi pozostawione przez rząd E. Gierka. Na dodatek za Gierka wszystkie instytucje, firmy, fabryki, banki były państwowe. Cały dług można było spłacić sprzedając tuzin dobrych firm. Obecnie Polska nie posiada już tuzina dużych, dobrze prosperujących firm.

Jako ciekawostkę polecam artykuł, który bardzo pozytywnie ocenia okres gierkowski - KLIK.
Nic dziwnego, autor artykułu - Paweł Bożyk - był szefem grupy doradców Edwarda Gierka.

piątek, 25 września 2015

Lech  Lech

narciarka

Początek roku nie zapowiadał żadnych wstrząsów. W lutym pojechaliśmy z Sylwią na narty do Bierutowic. Sylwia postanowiła rozpocząć studia techniczne - inżynierię sanitarną. Czuła, że to było jej powołaniem, ale rodzice nakłonili ją do studiów para-medycznych.
Tak więc, po porannych nartach a następnie obiedzie, Sylwia brała się za naukę a ja za projektowanie kolejnego modułu komputerowego systemu zarządzania produkcją.

Nasze wysiłki nie zaowocowały oczekiwanymi rezultatami.
W okresie egzaminów na Politechnikę Sylwia dostała ostrego zapalenie ucha i musiała pozostać w domu.
Moje projekty komputeryzacji przysporzyły kłopotów mojemu szefowi.
Po pierwsze to byłby za duży szok dla użytkowników. Kilkanaście osób musiałoby całkowicie zmienić sposób pracy a raczej musiałoby odejść z zajmowanych stanowisk i ustąpić miejsca... no właśnie - komu? Trzebaby wyszkolić całkiem nową kadrę. 
Podczas kilku lat pracy w Zelmocie przekonałem się, że robotnicy i związki zawodowe stanowią siłę, z którą trzeba się liczyć. Kiedyś uczestniczyłem w projekcie usprawnienia stanowiska pracy. Bardzo szybko znaleźliśmy stanowisko gdzie, po niewielkiej modyfikacji, wydajność rosła prawie trzykrotnie przy znacznie zmniejszonym wysiłku. Wydawało się, że trafiliśmy w dziesiątkę. Okazało się, że wprost przeciwnie. Pracownicy obsługujący to stanowisko zaprotestowali - jak to, my będziemy dawać 3 razy więcej produkcji za te same pieniądze? Nie ma zgody.
Argumenty, że wysiłek będzie mniejszy nie trafiały do przekonania. Wiedzieliśmy o co chodzi. To stanowisko to było wąskie gardło. Pod koniec miesiąca trzeba było pracować w nadgodzinach na podwyższonej stawce. Próby przekupienia kierownictwa - oddanie im autorstwa tego usprawnienia żeby zgłosili to jako wniosek racjonalizatorski - nie przyniosły rezultatu. To nie przejdzie, robotnicy nas zatłuką na śmierć - argumentowali. Przekupienie robotników - ustalenie stawki akordowej na poziomie zapewniającym wyższy zarobek - też spaliły na panewce. To spowoduje konflikty, każdy będzie chciał obsługiwać to stanowisko. Zresztą po paru miesiącach podkręcicie normę.
W rezultacie pomysł przepadł. To znaczy nie całkiem. Kierownik oddziału doniósł nam, że na trzeciej zmianie, gdy nikt nie widzi, robotnicy stosują nasze usprawnienie. Pracę przewidzianą na całą zmianę wykonują w 3 godziny, pozostałe 5 godzin śpią gdzieś w kącie.
Moje pomysły komputeryzacji spowodowałyby znacznie więcej problemów.
Po drugie (wyliczanka dotyczy moich projektów), to spowodowałoby otwarty konflikt z CROPI. Moje projekty kolidowały z ich planami. Być może były bardziej dostosowane do potrzeb zakładu, za darmo i bliskie ukończenia, ale nie miały żadnego oficjalnego wsparcia podczas gdy CROPI było wsparte autorytetem Ministerstwa.
Po trzecie wreszcie - Ministerstwo było na etapie pertraktacji z firmą IBM, która oferowała szeroko pojętą współpracę - dostawa sprzętu, gotowe systemy zarządzania, konsultacje, szkolenia - również w Austrii.
To wyglądało bardzo nęcąco, ale nie dla mnie. Gdzież tu miejsce dla mnie? - pytałem sam siebie. Oni będą nas szkolić w temacie, który już mam opracowany. Będę musiał pomagać we wdrażaniu systemów opracowanych przez kogoś innego. 
Schowałem swoje projekty do szuflady i postanowiłem szukać innej pracy. To nie było łatwe gdyż mój przyszły pracodawca musi mieć dobry komputer i silny zespół projektowy. Gdzie takiego znaleźć?

Póki co dostałem awans na jakieś fikcyjne stanowisko i korzystałem z drobnych przywilejów szarego pracownika - sporo wolnego czasu, wyjazdy na kursokonferencje.
Te ostatnie odbywały się chyba co kwartał i były znakomitymi imprezami towarzysko-rozrywkowymi. W ten sposób spędziłem kilka miłych dni w Ustroniu (szykowali się do produkcji części do polskiego fiata), w okolicach Kielc, w Augustowie gdzie FSO miało duży dom wczasowy.
Podczas konferencji w okolicach Kielc odwiedziłem Ameliówkę - KLIK. Cóż za zmiany! To nie było już miejsce na wakacje, ale gospodarstwo. Zarządzała nim wspomniana w zlinkowanym wpisie Ewa, która mieszkała w Ameliówce wraz z matką i córką. Wokół kręciło się kilku najemnych pracowników. Robota wrzała, nie było atmosfery do wspomnień.
Przy okazji konferencji w Augustowie odwiedziłem Tadeusza i Elizę, którzy mieszkali w Fastach koło Białegostoku. Dużą cżęść wieczoru spędziliśmy słuchając muzyki z bogatej kolekcji płyt gramofonowych. Teraz wiem, że były odtwarzane na adapterze Ziphona.

Wypadki Grudniowe

W takiej atmosferze doczekaliśmy grudnia 1970 roku.
12 grudnia ogłoszono informację o podwyżkach cen żywności, głównie mięsa. Przyjęliśmy to spokojnie, przyzwyczailiśmy się do tego rodzaju podwyżek rekompensowanych obniżką cen parowozów. Rozruchy robotnicze w Gdańsku były dla nas zupełnym zaskoczeniem.
Nie tylko sam fakt rozruchów, ile ich gwałtowność i rozmiary. O żądaniach robotników dowiadywaliśmy się oczywiście tylko z nieoficjalnych źródeł. W większości wydawały się być słuszne. Dla mnie oczywiste było na przykład żądanie zrównania praw pracowników fizycznych i umysłowych. Już wspominałem, jakim zaskoczeniem była dla mnie informacja, że w Polsce Ludowej obowiązuje przedwojenny kodeks pracy, który dyskryminuje rządzącą klasę robotniczą w dziedzinie praw do urlopu i zwolnień chorobowych. 
Prasa donosiła o podpaleniu siedziby Komitetu Partii, o rabunkach - to nie mogło zakończyć się ugodą. Odpowiedź władzy nastąpiła 17 grudnia - w Gdańsku zginęło 16 osób - pełna relacja tutaj - KLIK.
Oczywiste było, że po takich wydarzeniach musiały nastąpić poważne zmiany w rządzie. Od marca 1968 roku Władysław Gomułka stał się bardzo niepopularny...

Gomułka

...ludzie czekali na jego odejście, w ramach partii powstały rywalizujące ugrupowania, przyszła okazja żeby to wszystko rozładować.

Już 20 grudnia 1970 roku I sekretarzem partii został wybrany Edward Gierek - KLIK. Zewnętrznie była to duża zmiana na lepsze. Wyglądem przypominał popularnego autora i wykonawcę piosenek...

GierekMłynarski

To znaczy wykonawca piosenek z upływem lat nabrał gierkowskiego, godnego, wyglądu.
Swych uczuć do przywódców Związku Radzieckiego nie demonstrował tak spontanicznie jak Gomułka...

GomułkaGierek

Życiorys miał równiez nietypowy - zamiast praktyki w moskiewskim Kominternie praca w kopalniach we Francji i Belgii.
Do tego silny, spokojny głos ze śląskim akcentem. Na pytanie - pomożecie? - ludzie odpowiedzieli potakująco.
Nikt nie miał wtedy złudzeń, że zasady systemu mogą się zmienić. Sprawy ofiar grudnia 1970 i los osób aresztowanych podczas rozruchów zostały zamiecione pod dywan.
Już 2 miesiące po zmianie władzy nastąpiły kolejne masowe protesty i rząd wycofał się z grudniowych podwyżek cen. Wycofanie się pod naciskiem robotników - to było cos nowego.

Kolejne działania Edwarda Gierka zyskały mu popularność. 
Mnie bardzo zaimponowało zniesienie w pierwszej połowie 1971 roku podatku od wynagrodzeń dla osób zatrudnionych w przedsiębiorstwach państwowych. Uważałem to za dowód operacyjnej wyższości systemu dyktatorskiego nad demokracją. Logika była prosta: cały efekt ekonomiczny działalności przedsiębiorstwa trafia do skarbu państwa. Jaki jest sens zmniejszać ten efekt płacąc ludziom pensje brutto a potem odzyskiwać część pieniędzy w formie podatku?
Zmiana bardzo upraszczała system obliczania zarobków i teoretycznie powinna była zaowocować istotną redukcją biurokracji.
Zarobki zostały zredukowane do wartości otrzymywanej poprzednio po potrąceniu podatku, ale na dłuższą metę korzyść pracowników była oczywista. 

Gierek planował znaczne polepszenie dobrobytu społeczeństwa i nie były to czcze obietnice.

Ale wybiegam w przyszłość. Dla nas końcówka 1970 roku przyniosła bardzo istotną zmianę - Sylwia była w ciąży!

sobota, 29 sierpnia 2015

Lech  Lech

Rok 1968 rozpoczął się w listopadzie 1967 roku wystawieniem przez Kazimierza Dejmka Dziadów Mickiewicza w Teatrze Narodowym - KLIK. Polecam zlinkowany artykuł, według mnie rzuca nowe światło na bardzo ważne wydarzenie.
Tak jak wszyscy dookoła słyszałem, że sztuka wywołała skandal polityczny, że ambasador radziecki był oburzony, że ambasada zażądała zdjęcia sztuki ze sceny, że... Okazuje się, że było dokładnie odwrotnie, ale ponieważ wszyscy słyszeli to co ja to sprawa nabrała politycznego wymiaru, teatr zamienil się w miejsce patriotycznych i antyradzieckich demonstracji i w rezultacie stało się to co ludzie wykrakali - władze zdjęły sztukę ze sceny.
Nastąpiły protesty, demonstracje, ostra reakcja władz - spirala gniewu sama się nakręcała. Wielu studentów aresztowano, wiele osób zapłaciło za to karierą zawodową a w Polsce rozpętała się kampania antysemicka. I pomyśleć, że to wszystko w wyniku plotki. Aria o plotce tutaj - KLIK.

W ramach kampanii antysemickiej pracę utraciły dwie znane mi osoby - mój profesor S. Chajtman, który był pochodzenia żydowskiego i wspomniany niedawno W. Matwin, który odmówił zwolnienia z pracy ludzi o żydowskim pochodzeniu.

Na marginesie dodam, że wprawdzie wydarzenia marcowe okazały się być wynikiem nieporozumienia, ale to była tylko kwestia czasu, zgodnie z marksistowską dialektyką były one nieuniknione.
Wspominałem, że już w 1964 roku dowiedziałem się, że w partii istniały dwa ugrupowania - chamy i Żydzi. Po 6-dniowej wojnie w czerwcu 1967 roku - KLIK, podczas której kraje komunistyczne popierały stronę arabską, zwrócono uwagę na fakt, że wiele istotnych stanowisk w polskiej służbie zagranicznej i wywiadzie zajmowały osoby o żydowskim pochodzeniu. "Chamy" złapały wiatr w żagle.
Jeśli chodzi o nastroje społeczne, to może się mylę, ale mam wrażenie, że w roku 1967 nie były one jeszcze antysemickie. Sukces Izraela w wojnie 6-dniowej ludzie przyjęli z zaskoczeniem, ale i z pewnym uznaniem. Co do czystki w sferach rządowych to po pierwsze była ona robiona pod naciskiem Związku Radzieckiego, po drugie, w środowisku bezpartyjnych było to traktowane jako wewnętrzne rozgrywki rządzacej mafii. Dopiero gdy M. Moczar zaczął prowadzić swoją nacjonalistyczną i antysemicką kampanię zyskiwała ona popularność.
Osobna sprawa to znużenie ludzi rządami Gomułki. Właściwie nie można tym rządom wiele zarzucić - kilka podwyżek cen żywności rekompensowanych obniżką cen parowozów, opóźnienia w budowie mieszkań. Jednak po euforii wydarzeń 1956 roku ludzie oczekiwali czegoś więcej.
Przy okazji wspomnę, że w tym czasie Polska nie miała ani grosza długu. 

Zelmot jako bastion klasy robotniczej nie mógł pozostać obojętny. Mój partyjny kolega brał udział w "spontanicznej reakcji klasy robotniczej". Spędzili cały dzień w kinie czekając na manifestację studencką gdyż ich zadaniem było wyjście na ulice z kontrmanifestacją. Ale akurat w tym dniu manifestacji nie było. Takie są kaprysy historii.

Rok 1968 musiał być naładowany elektrycznością gdyż w styczniu rozpoczęła się "praska wiosna" - KLIK  - a w maju wybuchły bardzo poważne rozruchy we Francji - KLIK

Naszą prywatną rewolucją była przeprowadzka w połowie sierpnia 1968 roku do nowego mieszkania - ul. Racławicka 142...

Racławicka 142

Mieszkanie było na najwyższym (X) piętrze - lewy górny róg na tym zdjęciu z google street view. Koszt przeprowadzki pokryła Spółdzienia.
Przeprowadzka wypadła w okresie planowanego urlopu, Sylwia wyjechała już do Kudowy gdzie przebywał jej ojciec. Cały dzień spędziłem pakując nasz dobytek. Z samej przeprowadzki pamiętam tylko, że jeden z pracowników zainteresował się moją biblioteką - książką Stefana Kisielewskiego - Gwiazdozbiór Muzyczny. 
- Czy to ten Kisielewski, o którym mówił towarzysz Gomułka?
- Ten sam - zapewniłem. Wyjaśnię, że pierwszy zabrał głos Kisielewski nazywając władzę dyktaturą ciemniaków. Gomułka odpowiedział przemówieniem, w którym zjadliwie używał zwrotu "wielebny poseł Kisielewski". Władza odpowiedziała pobiciem Kisielewskiego na ulicy przez "nieznanych sprawców".
- Skoro pana to interesuje, to mam tu jeszcze książki Pawła Jasienicy - KLIK - dodałem. Mój rozmówca spojrzal na mnie z lękiem - to Jasienica jakieś książki pisał? Ja myślałem, że on tylko walczył w bandach.
To również nawiązanie do przemówienia W. Gomułki, który sugerował, że Jasienica nie poniósł konsekwencji za walkę w jednostce AK gdyż zgodził się na współpracę ze służbami bezpieczeństwa.
Mimo tych przerywników przeprowadzka przebiegła sprawnie. Nowe mieszkanie miało podobne rozmiary jak poprzednie (35 m2), lecz układ był bardziej praktyczny. Kuchnia była mniejsza, 4.5 m2, nie było pomieszczenia w korytarzu, za to mniejszy pokój miał aż 10 m2. Pierwszej nocy prawie nie spałem. Mieszkanie na najwyższym piętrze było mocno nagrzane, ale gdy otworzyłem wszystkie okna hulał w nim nadmiernie wiatr. Następnego dnia byłem w pracy a w nocy pojechałem pociągiem do Kudowy.

To było dla mnie odkrycie. Cały pierwszy dzień spędziliśmy gubiąc się w Błędnych Skałkach...

Błędne Skałki

Następnego dnia dotarliśmy na Szczeliniec gdzie spędziliśmy noc...

Szczeliniec

Kolejny etap to Wambierzyce - KLIK. To było dla mnie zaskoczenie - ogromny teren poświęcony na liczne obiekty sakralne - wambierzycka Kalwaria. W kościele gabloty wypełnione wotami na pamiątkę licznych cudów.
- Panie, jak ktoś jedzie całą noc pociągiem a potem przez cały dzień, na głodniaka, chodzi w procesjach to wieczorem, jak tu organy zagrają, to co drugi widzi jakieś cuda - komentował jakiś miejscowy.
Dla mnie cudem było, że w komuniźmie mogły istnieć tak ogromne obiekty poświęcone praktykom religijnym.
W Wambierzycach nocowaliśmy w jakimś schronisku we wspólnej sali. Naszymi towarzyszami była wycieczka szkolna. Chłopcy hałasowali po ciemku - opowiedz im jakiś film albo książkę to się uspokoją - doradziła Sylwia. Poskutkowało aż za dobrze. Chłopcy błyskawicznie zasnęli, ale zaczęli okropnie chrapać. Niestety mnie nikt nie uśpił.  

I na koniec Duszniki...

Duszniki

Byłem oczarowany tymi okolicami i mocno zawstydzony, że właściwie cała moja znajomość Polski ogranicza się do czterech czy pięciu miejsc.

Do Kudowy wróciliśmy zapewne 22 sierpnia gdyż zastaliśmy ojca Sylwii przy odbiorniku radiowym - zbrojna interwencja w Czechosłowacji, koniec praskiej wiosny. W Kudowie można było złapać audycje nadawane przez lokalne czeskie stacje radiowe. Niektóre były dramatyczne - widzę, że pod nasz budynek podjeżda czołg, forsuje bramę... nie - zatrzymał się, wyskakują dwaj żołnierze. Pojeżdża ciężarówka z wojskiem... Za chwilę będę musiał przerwać... nie zapomnijcie o nas!
Ojciec Sylwii odwiedził przejście graniczne w okolicach Kudowy. Było zamknięte. Niektórzy Polacy przynieśli na granicę kwiaty.

A przecież my, podczas naszych beztroskich wędrówek po górach i lasach, napotkaliśmy w lesie jakiś oddział wojska przykryty siatkami maskującymi. Nawet zastanawialiśmy się, czy nie zachowywaliśmy się zbyt swobodnie pod okiem wojskowych zwiadowców. 

Pisałem na wstępie, że rok 1968 musiał być naładowany jakąś energią. Mnie też to się udzieliło - pod koniec roku postanowiłem wybrać się na miesiąc do Anglii. Może sprzykrzyło mi się, że już od 4 lat nie byłem za granicą. Może, wzorem Niemców spotkanych w Goeteborgu, liczyłem że załatwię sobie pracę jako programista, wrócę do Polski załatwić formalności i wyjadę legalnie do pracy. 
Ciekawe, że dwóch kolegów z Zelmotu wyjeżdżało w tym samym okresie na urlop do Danii. Jednak ten rok musiał coś w sobie mieć. 

wtorek, 21 lipca 2015

Lech

Po zamieszaniach 1956 roku sytuacja po obu stronach żelaznej kurtyny ustabilizowała się.

Gomułka

Władysław Gomułka, który w roku 1956 został wybrany przez TIME człowiekiem roku, utracił sporo ze swojej charyzmy, ale nikt nie oczekiwał cudów. Uniknęłiśmy sowieckiej interwencji jaka doświadczyła Węgrów, zlikwidowano siejący postrach Urząd Bezpieczeństwa (UB), niektórzy jego pracownicy zostali ukarani, wypuszczono z więzień wiele niesłusznie skazanych osób, zwolniono z internowania kardynała Wyszyńskiego. 

Pochody 1-majowe nie były obowiązkowe i podczas studiów nie brałem nigdy w nich udziału.
W miejsce ZMP powstał Związek Młodzieży Socjalistycznej (ZMS). ZMS nie walczył z analfabetyzmem ani z kułakami, raczej sugerował, że lojalność wobec partii może zostać nagrodzona. Bardzo niewielu z moich kolegów zapisało się do tej organizacji.

Do sejmu zostało dopuszczone 5-osobowe koło poselskie Znak reprezentujące środowisko katolickie. Przewodniczący koła Jerzy Zawieyski był również członkiem Rady Państwa. W sejmie zasiadł Stefan Kisielewski, nieco później dołączył do niego Tadeusz Mazowiecki. Rząd głosił toleracyjną dewizę - kto nie jest przeciwko nam ten jest z nami. Ludzie mogli odetchnąć i zająć się własnym zyciem. Najpilniejszą sprawą były mieszkania. Zielone światło dostały spółdzielnie mieszkaniowe. Wszystko szło we właściwym kierunku.

Chruszczow

Na arenie międzynarodowej triumfy święcił Nikita Chruszczow. Sympatyczna twarz, patrzył prosto w oczy, uśmiech zwiastujący dowcip i chłopski spryt. Chętnie wyjeżdżal za granicę, spotykał się z politykami i z dziennikarzami. Tych ostatnich potrafił zadziwić celną ripostą. Polityków zresztą też. Maj 1960, 2 tygodnie przed konferencją pokojową w Paryżu Chruszczow zarzucił prezydentowi Eisenhowerowi, że samoloty USA odbywają loty szpiegowskie nad terytorium ZSRR. Eisenhower, po skonsultowaniu sprawy z CIA, kategorycznie zaprzeczył. Następnego dnia, w Moskwie, zaproszono dziennikarzy na konferencję prasową, na której pokazano zdjęcia strąconego samolotu szpiegowskiego U2 oraz zaprezentowano Gary Powersa - pilota niefortunnego samolotu - KLIK. Prasa grzmiała - kto właściwie rządzi w USA - prezydent czy kompleks militarno- szpiegowski? Ten temat jest zresztą aktualny do dziś. Chruszczow i delegacja radziecka nie wzięły udziału w paryskiej konferencji.

Jakimś rewanżem Zachodu była sprawa rozmieszczenia radzieckich rakiet na Kubie. Sytuacja stała się bardzo krytyczna, wojna nuklearna wisiała na włosku. Chruszczow nie zawahał się ustąpić. Z jednej strony ludzie mrugali do siebie radośnie - Amerykanie pogonili Rusków, z drugiej strony... rozmawiałem na ten temat z Matką - oni (Amerykanie) nie zawahaliby się nas wszystkich pozabijać, to jednak Chruszczow wykazał troskę o ludzi.
Sensację budził incydent w ONZ - Chruszczow tak się zdenerwował, że zaczął wymachiwać butem - KLIK. Z jednej strony lekceważące uśmiechy - co za prostak, wiadomo - ruski. Z drugiej strony jednak pewne uznanie - autentyczny, emocjonalnie reagujący człowiek.
Tutaj film pokazujący Chruszczowa w akcji - KLIK - 2:08 - koniec, mogiła kolonialnemu niewolnictwu!

Ludzie zaczęli wyjeżdżać za granicę, do Bułgarii, Rumunii, na Węgry. Znajomi, którzy mieli okazję odwiedzić Węgry donosili, że reżim Kadara nie jest taki straszny jak się wydawało, ludzie nie są zastraszeni, stopa życiowa chyba wyższa niż w Polsce.
Wyjeżdżali nie tylko do krajów demoludu. Wszak moja Matka bez problemu dostała paszport i wyjechała do USA. Druga żona stryja Ziemowita (pierwsza zmarła w czasie okupacji) - ciocia Ania - pracowała w Orbisie i prowadziła wycieczki do Francji, Belgii, Holandii. Najstarsza córka Stryja - Jagoda - pracowała w centrali handlu zagranicznego i często wyjeżdżała służbowo na Zachód. Termin żelazna kurtyna nabierał raczej symbolicznego znaczenia.

Wyścig w kosmos to była osobna sprawa. Najpierw sputnik w październiku 1957 roku... 

Sputnik

Niecałe 4 lata później pierwszy człowiek w kosmosie... 

Gagarin

System komunistyczny jawił się jako równorzędna alternatywa dla wolnego rynku. Wolny rynek - wszystko na sprzedaż - wy sprzedacie nam sznurek, na którym was powiesimy - to oczywiście Chruszczow.

Wydarzeniem, które zapamiętałem była wojna domowa w Kongo, nieudana interwencja ONZ, egzekucja Patryka Lumumby - KLIK.
To wydarzyło sie w sierpniu 1961r, podczas wakacji.  Na początku października ZMP zorganizowało masowy protest studentów pod ambasadą belgijską . Nie wziąłem udziału. Po proteście okazało się, że odbył się w niewłaściwym miejscu - pod ambasadą holenderską, której budynek znajdował się niedaleko od belgijskiej.

Mnie bardziej interesowały wydarzenia kulturalne. Teatr Dramatyczny wystawiał świetne sztuki Durrenmatta. Wystawił również Policjantów Sławomira Mrożka - cenzura okazała się być bardzo dobrotliwa. W Filharmonii Narodowej obywał się co roku festiwal muzyki nowoczesnej - Warszawska Jesień.  

W tym państwie dało się żyć.

sobota, 13 czerwca 2015

Lech  Lech.

Na początku roku odbył się w Moskwie XX Zjazd KPZR. Pewnie minęłoby to bez większego echa gdyby nie fakt, że kilka tygodni po zakończeniu zjazdu zmarł przebywający wciąż w Moskwie Bolesław Bierut - sekretarz PZPR. Ludzie skojarzyli to natychmiast z faktem, że kilka dni po pogrzebie Stalina (rok 1953) zmarł w Moskwie sekretarz Komunistycznej Partii Czechosłowacji - Klement Gottwald. Wiecie, że Moskwa zmieniła nazwę? - teraz nazywa się Często-chowa.

Podobnie jak po śmierci Stalina w szkole była długa transmisja z pogrzebu. Oczywiście marsz żałobny Chopina. Tadeusz słuchał z uśmiechem - do jakiej kategorii muzyki zaliczyłbyś marsza? - zapytał. Nie znajdowałem odpowiedzi. - Według mnie jest to muzyka rozrywkowa - odpowiedział Tadeusz i pogrążył się w radosnej kontemplacji utworu.

Szkoły średnie musiały chyba raz w miesiącu uczestniczyć w wiecu organizowanym na Placu Obrońców Stalingradu. Wiec rozpoczynał się oficjalnym przemówieniem, po którym młodzież maszerowała główną ulica Kielc, ulicą Sienkiewicza, do stacji kolejowej. Moją zmorą było niesienie szturmówki, którą zawsze wręczali mi czujni koledzy należący do ZMP. Matka podsunęła pomysł żebym płacił 2 zł któremuś koledze żeby mnie wyręczył. Czekałem do chwili formowania kolumny marszowej i wtedy dokonywaliśmy tranzakcji. Cóż kiedy moi prześladowcy zawsze to zauważali i po zakończeniu pochodu przydzielali mi szturmówkę, albo i kilka, z zadaniem odniesienia ich do szkoły. To było jeszcze gorsze gdyż powrót wieczorem z kolegami przez park był sympatyczną stroną tej imprezy.

W szkole, chyba na historii, przerabialiśmy Krótki kurs historii WK(b) - Wszechzwiązkowek Komunistycznej Partii (Bolszewików). Ku mojemu zaskoczeniu to okazało się być interesujące. Moja wiedza o Rewolucji Październikowej opierała się do tego czasu na dyktowanych nam rokrocznie przed kolejnymi rocznicami wybuchu rewolucji okolicznościowych tekstach oraz artykułach w gazetach. To były zbiory sloganów propagandowych. Krótki kurs historii WKP(b) oceniany jest obecnie również jako czysto propagandowy podręcznik, ale w tamtych czasach mieliśmy chyba jakiś instynkt, który pozwolił wywęszyć odłamki prawdy w propagandowym tekście i perfidne idee w pozornie niewinnej piosence. Przykładem tego drugiego może być komentowana przeze mnie piosenka Die Rose war rot. Jeśli chodzi o Krótki kurs to zawierał sporo faktów na temat wydarzeń przez wybuchem rewolucji. To nie był czarno-biały obraz. Dekabryści nie byli tacy piękni jak malował to Mickiewicz, Kapitał Marksa nie taki głupi jak to przedstawiala Matka, I Wojna gorsza niż w powieści Remarque'a, a proces zdobywania władzy przez komunistów całkiem ciekawy. 

Wkrótce po pogrzebie Bieruta pierwszym sekretarzem partii został Edward Ochab, wszystko toczyło się po staremu.
Pod koniec czerwca 1956 roku pojawiły się informacje o rozruchach w Poznaniu. Potwierdzeniem było przemówienie radiowe premiera Cyrankiewicz i pamiętne słowa: ...kto odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie!.
To nie były żarty. Wprawdzie powstanie poznańskie stłumiono, ale na szczytach włady coś się zakolebało. Rozbiegła sie wiadomość, że z więzienia wypuszczono Wiesława Gomułkę. Nie miałem pojęcia kto to był W. Gomułka ani dlaczego znalazł się w więzieniu, ale to były poważne wydarzenia. W połowie października Gomułka został wybrany I sekretarzem partii. Kilka dni później wygłosił płomienne przemówienie, które zyskało mu wielu zwolenników. Pamiętam, że nawet moja Matka uznała to za wyraźną zmianę na lepsze. Za przemówieniem poszły konkretne kroki - wycofanie do baz oddziałów radzieckich szykujących się do ataku na Warszawę.  

Kilka dni po przemówieniu Gomułki wybuchło powstanie na Węgrzech. To nie były żarty, stary świat zatrząsł się w posadach. Ku powszechnemu zaskoczeniu wydarzenia węgierskie nie spotkały się z wyraźną reakcją świata zachodniego. USA i Anglia były dużo bardziej zainteresowane kryzysem sueskim - rezultatem upaństwowienia kanału Sueskiego przez Egipt. Spotykałem się z opiniami, że Polska powinna była przyjść Węgrom z oficjalną pomocą. Tak się jednak nie stało. Krążyło powiedzenie - Węgrzy zachowali się jak Polacy, Polacy jak Czesi, a Czesi jak świnie. Nie wiem jak zachowali się Czesi. Natomiast nieoficjalne poparcie dla Węgrów było ogromne. Nie tylko moralne. Wikipedia podaje, że pochodząca głównie z prywatnych źródeł pomoc materialna z Polski była znacznie większa niż pomoc rządu USA.

Kolejnymi odczuwalnymi wydarzeniami była likwidacja ZMP i wskrzeszenie harcerstwa. Kolega, który kilka miesięcy wcześniej groził, że nie dostanę się na studia, zmienił barwy organizacyjne. Groźba przestała nas gnębić.

Pismo młodzieżowe Sztandar Młodych wprowadziło w lecie 1957 roku akcję Austostop. Świetnie zorganizowana akcja. Każdy chętny mógł za kilka złotych kupić książeczkę autostop, która z jednej strony zawierała ubezpieczenie na okoliczność wypadku drogowych a z drugiej kupony dla kierowcy zabierającego austostopowicza. Zdobywcy największej ilości kuponów otrzymywali nagrody. Nagle cała Polska stanęła otworem. Na praktyczne skorzystanie z tej możliwości musiałem poczekać 2 lata, do pierwszych wakacji w czasie studiów.

Moje zainteresowanie wzbudził wydawany już od 1954 roku tygodnik Dookoła Świata. To było okno na świat za żelazną kurtyną. Reporterzy pisma publikowali atrakcyjne relacje z wielu miejsc na świecie. W 1956 roku odniosłem wrażenie, że te relacje stały się bardziej zrelaksowane. Dodatkową atrakcją był kącik z adresami młodych osób chętnych do korespondencji. Najwięcej chętnych było chyba ze Szwecji. Oczywiście zacząłem i ja pisać. Po pierwsze był to sprawdzian i ćwiczenie w języku angielskim. Po drugie osobisty kontakt z osobą żyjącą w "wolnym" kraju. Po trzecie kontakt z rówieśnicami. Rówieśnicami gdyż znakomita większość chętnych do korespondecji to były dziewczyny. Niestety po wymianie dwóch-trzech listów zaczynało brakować tematu i korespondencja usychała. Na marginesie dodam, że zniesiono już obowiązek pokazywania na poczcie listów przeznaczonych do wysłania za granicę. List wrzucało sie normalnie do skrzynki pocztowej. W Dookoła Świata opublikowano list jakiegoś korespondenta z Hawajów, który napisał, że po otrzymaniu kilku listów z Polski został odwiedzony przez agentów CIA i musiał wyjaśniać o czym pisze. No, ale mnie CIA nie zagrażało. Wśród osób chętnych do korespondencji nie zauważyłem nikogo z USA więc i ja nie narażałem nikogo na ryzyko.

Po Październiku przestano organizować wiece, o których wspominałem w pierwszej części wpisu. 

Przed 1 maja 1957 roku dyrektor naszej szkoły poprosił uczniów o wzięcie udziału w pochodzie. Udział jest dobrowolny, podkreślił. Nie będzie sprawdzana żadna lista. To będzie wskaźnik dojrzałości uczniów naszej szkoły. Przy tej okazji dostaliśmy tarcze szkolne. Też nie były obowiązkowe - jeśli jesteś dumny ze swojej szkoły to pokaż swoje kolory.
Oczywiście wziąłem udział w pochodzie i nosiłem tarczę.

poniedziałek, 01 czerwca 2015

Lech  Lech

Gdzie to skończyliśmy? Na blogu 2 tygodnie temu, w naszym życiu upłynęly dwa lata a parowóz jedzie dalej.
Na najwyższym szczeblu były pewne zmiany - pierwszym sekretarzem KPZR - Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego - został Georgij Malenkow, który pełnił również rolę premiera. Po kilku miesiącach na stanowisku pierwszego sekretarza zastąpił go Nikita Chruszczow. Ludzie coś tam wspominali o rozgrywkach na szczycie, padały nazwiska Mołotow, Mikojan, Beria, ale tak naprawdę to nikt nic nie wiedział. Wszystko szło jak przedtem. Dowodem może być choćby fakt, że wspominany już na tym blogu proces biskupa Kaczmarka odbył się już po śmierci Stalina.
Zresztą na naszym polskim podwórku wszystko było po staremu - Bierut, Cyrankiewicz.

Osobiście przeżyłem chwile grozy. W dniu święta Bożego Ciała w szkole zorganizowano nam obowiązkową wycieczkę. Prawdę mówiąc to miałem dużą ochotę na nią pojechać i powiedziałem Matce, że za nieobecność będą surowe konsekwencje. Jednak Matka mimo, że w dyskusjach podchodziła do wiary ze sporym sceptycyzmem, to w działaniu była nieustępliwa - powiesz, że Matka kazała ci iść na procesję.
Na procesji zauważyłem Ryśka z klasy A z matką. Pani Ćwiąkała, wyjątkowo sympatyczna i uczynna osoba, podeszła do Matki - mój mąż może dać Leszkowi zaświadczenie lekarskie. Ależ proszę pani - odpowiedziała Matka - bardzo dziękuję, ale przecież ONI nas tutaj widzą. Pani mąż mocno się naraża. Pani Ćwiąkała machnęła ręką, ale Matka propozycji nie przyjęła.
- Dlaczego? - pytałem po powrocie do domu. - Żeby ONI nie myślełi, że się ich boimy. ONI pewnie nie kwestionowaliby tego zaświadczenia. Im właśnie o to chodzi, tak ludzi zastraszyć, żeby kłamali, krętaczyli. Pamiętaj - masz powiedzieć, że Matka kazała ci iść na procesję.
- Jeszcze przed zaczęciem lekcji podbiegł do mnie kolega z ZMP - Milewski - dlaczego nie byłeś na wycieczce?
- Bo Matka kazała mi iść na procesję - wyrecytowałem jak automat. Zaskoczyło go to, przez chwilę się zastanawiał, wreszcie powiedział
- To powiedz matce, żeby lepiej przeniosła cię do technikum bo po tej szkole będziesz bez żadnego fachu a MY już dopilnujemy żebyś się nie dostał na żadne studia.
Trafił bardzo celnie. Rzeczywiście, przecież ja nie umiałem nic robić. Iść do technikum - do jakiego? Wcale mi się to nie uśmiechało, wiedziałem, że Matka też nie jest na to przygotowana. Zdenerwowany czekałem na powrót Matki z pracy, z jakimś wstydem powtórzyłem jej słowa kolegi. Matka wyciągnęła do mnie rekę...
- Wszystko w ręku Boga, my się Go nie zaparliśmy to i On nas nie opuści. Uścisnąłem wyciągnietą dłoń. Matka urosła w moich oczach do rangi chrześcijan z Quo Vadis, ale czułem się bardzo niepewnie.

Po pierwszej klasie liceum nastąpiły pewne zmiany w programie nauczania - skasowano lekcje religii i trzeci język obcy. W naszym przypadku był to angielski, w klasie A - francuski.
Na religię uczęszczaliśmy odtąd wieczorami do pomieszczeń kościelnych na zapleczu naszej szkoły. To nawet bardziej mi się podobało. Atmosfera konspiracji choć były to zajęcia jawne. Atrakcją była możliwość spotkania się z kolegami po lekcjach. Przyznam się, że czasem po lekcjach religii robiliśmy składkę na butelkę wina.
Likwidacja angielskiego to był poważniejszy problem. Profesor Ertel prowadził lekcje w tak atrakcyjny sposób, że nie mogłem tego przeboleć. Nie wiem skąd wyszła inicjatywa, sadzę że od pani Zając, matki naszego kolegi Krzysztofa - poprośmy kierownictwo szkoły o zorganizowanie nauki przedmiotu nadobowiązkowego. Rodzice spotkali się z dyrektorem szkoły - panem Bieżankiem. Był chyba miło zaskoczony taką inicjatywą. Rodzice byli skłonni opłacić nauczyciela, ale szkoła wzięła to na siebie. W rezultacie mieliśmy dodatkowe lekcje, chyba nawet w większym wymiarze niż przewidywał program szkoły. Na lekcje uczęszczało chyba najwyżej 16 uczniów. Nauka poszła ostro do przodu.

W lecie 1955 roku odbył się w Warszawie Międzynarodowy Festiwal Młodzieży i Studentów - KLIK. To było duże wydarzenie. Przed Festiwalem oddano do użytku Pałac Kultury im J. Stalina oraz Stadion Dziesięciolecia.

Pałac Kultury

Matka machała pogardliwie reką. W rozmowach ze znajomymi wyśmiewała się z tej imprezy, ale dla mnie istotne były fakty - na Festiwal przybyli goście z całego świata, na Kronice Filmowej widziałem radosne tłumy i roześmiane twarze i to nie byli ludzie zagonieni na przymusową defiladę 1-majową.
Najbardziej interesował mnie program sportowy Festiwalu. Organizatorzy zwracali uwagę, że uczestniczą w nim zawodnicy z krajów nie dopuszczonych do Olimpiady - np z Chin oraz, że program imprezy jest bogatszy niż program olimpijski. To była prawda. Ukoronowaniem programu sportowego był rekord świata w lekkiej atletyce - bieg na dystansie 100 m kobiet - 11.3 sekundy - ustanowiony przez australijską biegaczkę Shirley Strickland. Czyż mogło być lepsze uwiarogodnienie tej imprezy?

piątek, 15 maja 2015

Do pół zwieszona flaga
flagę wiatr przedwiosenny targa
To nie wiatr, to szloch na wszystkich
--- kontynentach i archipelagach.

Umarł Stalin.
Jakby nagły grad zboża pogiął
Jakby w biały dzień noc w okno.
Dzisiaj słońce jest żałobną chorągwią.
Umarł Stalin.
----
Cień padł na ziemię od tej śmierci,
od oceanu do oceanu,
od Gibraltaru do Uralu.
Ale niech wróg nie liczy na cień i nieszczęście,
ale niech wróg nie myśli,
---- że przez ten cień przejdzie.

Nie pożywi się wróg na naszym bólu i żalu.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Lech  Lech

6 marca 1953 roku Grzegorz Fitelberg, dyrektor katowickiej orkiestry Polskiego Radia, na porannej próbie orkiestry zwrócił się do muzyków słowami: Panowie, proszę wstać. Dziś w nocy zmarł wielki radziecki kompozytor Siergiej Prokofiew. Proszę uczcić jego śmierć minutą ciszy. Po minucie zwrócił sie do koncertmistrza: panie Wochniak, podobno Stalin też umarł. Żródło, wikipedia - KLIK.

Czytelników blogu proszę o uczczenie tego wydarzenia wysłuchaniem poniższego utworu...

Józef Stalin zmarł późno w nocy 5 marca. Dowiedziałem się o tym dopiero w szkole następnnego dnia. Powiadomiono nas, że w południe w każdej klasie uczcimy wydarzenie, nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że 5 minutami ciszy. To była prywatna, katolicka, szkoła więc pewnie woleli być nadgorliwi.

Nasza wychowawczyni ostrzegała, że może być kontrola, że stawką jest dalsza egzystencja szkoły więc nie czekała na sygnał dzwonka i kazała nam wstać sporo przed południem.
Pamiętam, że dzień był szary i brzydki, czas się okropnie dłużył. Wreszcie któryś z kolegów przerwał ceremonialną ciszę - O, kot po dachu chodzi. Zwróciliśmy głowy w stronę okna - rzeczywiście. Zrozpaczona wychowawczyni najpierw próbowała wprowadzić spokój aż wreszcie zrezygnowała, spojrzała na zegarek - no już chyba wypełniliśmy normę - poleciła usiąść.
I wtedy zadzwonił dzwonek - na rozpoczęcie ciszy. No i wszystko od początku tyle, że kot zniknął.

Nie przypominam sobie reakcji ludzi. Oczywiście w gazetach i radio opowiadali o tragedii, smutku i żałobie, ale osobiście nie spotkałem nikogo zasmuconego. Wesołego też nie.
Za trzy dni odbył się pogrzeb - przeniesienie zwłok do Mauzoleum Lenina. Tę ceremonię celebrowaliśmy wraz całą szkołą w dużej sali. Słuchaliśmy bardzo długiej transmisji radiowej. Pewną satysfakcję sprawial fakt, że grali Marsz Żałobny Chopina.

Matka nie oczekiwała żadnych zmian politycznych ani ustrojowych.

wtorek, 12 maja 2015

 Tadeusz
Wykład Lecha o sytuacji politycznej w Polsce w latach 1945-1954 zadaje kłam jego sugestiom, że ja byłem starszym bratem. Byłem przy jego wiedzy o świecie niemowlęciem. U mnie w domu o polityce się nie rozmawiało. Czasami tylko jakieś półsłówka padały, ale mnie nie intrygowały. 
Powody takiej sytuacji widzę dwa. 
Pierwszy powód zupełnie przypadkowo podsłuchałem. Mama wróciła z pracy bardzo zdenerwowana. Opowiedziała matce i siostrze, że do sali gdzie pracowała przyszedł ubowiec, wyprosił wszystkich, tylko jej kazał zostać. Powiedział, że wie jak i kiedy zginął ojciec w gestapo, ale też wie kim był. Wie, że mama mnie posłała do szkoły u zakonnic. Że jesteśmy obserwowani i każdy następny nieodpowiedni krok będzie ukarany. Mama była przerażona. Jej pierwszy kontakt z radziecką władzą był w Wilnie. Gdy w 1940  weszli bolszewicy zostały zorganizowane śliczne, wygodne żłobki i przedszkola, z opiekunkami w białych fartuszkach, jedzeniem. Cudo. Mama nie oddała mnie tam. W czerwcu 1941 Hitler napadł na Stalina. Dzieci ze żłobków i przedszkoli załadowano na samochody i wywieziono. Matki goniące za samochodami odpędzano. Sądzę, że w Kielcach maksymalnie odgradzano mnie od polityki, od możliwości mojego wygadania się itp. Wiedza UB o moim tacie była groźna - był oficerem Dwójki (wywiad i kontrwywiad, znienawidzony przez bolszewików). Oto fragment jego książeczki oficerskiej - wpis przybycia do służby w sierpniu 1939. 


Ja odgradzania mnie od spraw niebezpiecznych nie utrudniałem. Od małego wszedłem we własny świat techniki i majsterkowania. Już w "Świerszczyku" oglądanym i czytanym od 1944 (wtedy dostałem w Lublinie 1 numer jaki się ukazał!) najbardziej zajmowały mnie różne zabawki do samodzielnego wycinania, sklejania, jakieś gołębie i piekła-nieba z papieru. Potem przyszło robienie zabawek typu czołg ze szpulki, świecy i gumki, łódki z kory i orzechowych łupin. Jeszcze później statki z papierowej masy, wspomniane zabawy z topieniem metali. Rozbieranie i składanie maszyn. Najważniejszym dla mnie pismem od 1953 roku był Młody Technik. Elektryczne sprawy to już liceum. Rozmowy mamy z babcią i ciocią przelatywały bez chęci usłyszenia, zrozumienia, zapamiętania. Bawiłem się samotnie. Czytałem mnóstwo, nawet podczas jedzenia. Książki przygodowe, historyczne, ale też Lilavati, Verne, raz Lech pożyczył mi jakąś książkę popularyzującą fizyczną budowę świata - to był temat dla mnie idealny!. Dobrze to Lech napisał - książki to sposób życia, u mnie z dodatkiem majsterkowania. 
Widzę pewne podobieństwo mojego ówczesnego podejścia do religii i do polityki - obie były tylko naturalnym tłem tego co jest istotne. 
W pamięci pozostało mi tylko jedno wydarzenie polityczne - proces biskupa Kaczmarka transmitowany w radio (jedną z osób przesłuchiwanych lub może podsądnych była siostra przełożona naszych nazaretanek). Pamiętam spokojny, rzeczowy głos oskarżonego potwierdzający swą winę, przyznający się do zarzucanych postępków. To nie był głos ani cierpiącej ofiary ani bohaterskiego bojownika. Obecnie sprawdziłem w Wikipedii opis sprawy i osoby biskupa Kaczmarka. Wydaje mi się, że został on przez władze komunistyczne wybrany spośród biskupów na pokazowy proces przeciw Kościołowi jako słabe ogniwo, człowiek zajmujący postawę oportunistyczną podczas okupacji, nierozsądną tuż po niej. Obecnie w Kielcach ma ulicę po Marcelim Nowotce. W domu nie usłyszałem żadnych dyskusji, osądów, omówień. Kompletna cisza. O poglądach politycznych mojej mamy mogłaby powiedzieć matka Lecha - rozmawiały sporo, a bez zgodności w poglądach politycznych przyjaźni nie ma.
Jakimś śladem politycznych emocji, sympatii,  było kibicowanie Kanadzie w hokejowych meczach z ZSRR lub Drogoszowi przeciw Jengibarianowi. Także pogardliwe określenie "dynamówy" na zbyt długie spodenki, takie nosili piłkarze Dynama Moskwa. Obecnie podobne majtki nazywane są bermudami już bez żadnych politycznych konotacji.

piątek, 08 maja 2015

Rozwijajcie się w marszu!
Nadmiarowi słów zróbmy pauzę.
Uciszcie się wieczne gaduły!
Bo słowo ostatnie,
ma dzisiaj
towarzysz Mauzer.
Dość mamy prawa starego,
Przez Adama danego i Ewę.
Pogonimy kobyłę historii,
Lewa!
Lewa!
Z lewej!
W. Majakowski - Lewą Marsz!

Lech  Lech

We wczesnych latach cała moja wiedza o zmianach ustrojowych docierała do mnie wieczorem, wąską szparą pod drzwiami, za którymi Matka prowadziła rozmowy z sąsiadkami.

Realne działanie nowego ładu zauważyłem pierwszy raz podczas wymiany pieniędzy w 1950 roku - patrz poprzedni odcinek Parowozu.
Nie, pierwsze wydarzenie polityczne jakie zauważyłem osobiście to był Zjazd Zjednoczeniowy partii. Zauważyłem bo był anonsowany na znaczkach pocztowych a tymi się interesowałem.

Nie rozumiałem o co chodzi. Wyjaśniam -  legalnie działały wtedy dwie partie lewicowe - Polska Partia Robotnicza (PPR) założona w 1942 z inicjatywy Związku Radzieckiego, i lewicowy odłam Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS-Lewica). Oryginalna PPS została założona w 1892 roku. Jej bardzo aktywnym członkiem był Józef Piłsudski. Partia ta zdobyła większość mandatów poselskich w pierwszym polskim parlamencie w 1918 roku.
Po wybuchu II Wojny PPS podzieliła się, powstała PPS-Lewica, która akceptowała sojusz ze Związkiem Radzieckim i była legalna. Jednak to nie wystarczyło, w 1948 roku PPR i PPS-Lewica połączyły się tworząc PZPR - Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, która przewodziła krajowi do 1989 roku. 
Rozpisałem się o tym tak szeroko ze względu na jedną osobę. Jan Karski - legendarny kurier z Warszawy - w książce Tajne państwo wspomina, że polski rząd na obczyźnie, wtedy rezydujący jeszcze we Francji, był bardzo krytyczny wobec Sanacji i uważał, że PPS powinna być mocno reprezentowana w przyszłym rządzie a wybijającym się działaczem PPS był Józef Cyrankiewicz. Karski miał wobec Cyrankiewicza osobisty dług wdzięczności, to on zorganizował odbicie Karskiego z rąk Gestapo.
Przewidywania w jakiś sposób sprawdziły się. Wprawdzie w 1949 roku PPS została zmuszona do połączenia się z PPR, ale Józef Cyrankiewicz został premierem i to premierem sprawującym swój urząd najdłużej w historii Polski.

Cyrankiewicz i Stalin

Józef Cyrankiewicz podaje ogień Maszyniście.

Inne istotne wydarzenie to zorganizowany w 1948 roku we Wrocławiu Światowy Kongres Pokoju - KLIK. Kogóż tam nie było - Picasso, Leger, Eluard, J. Huxley. Depesze przysłał Albert Einstein. Impreza była bardzo mocno reklamowana - powrót Polski na Ziemie Zachodnie, Pokój, intelektualiści i artyści. To robiło na mnie wrażenie.
Kilka miesięcy temu nasza dawna szkolna koleżanka powiadomiła mnie, że ona była na tym kongresie! Była bardzo drobna więc zabrali ją na Kongres w ramach reprezentacji dzieci Warszawy zabiedzonych podczas okupacji.  Nieważne, że w Warszawie mieszkała dopiero od kilku tygodni

Pokój i Ziemie Odzyskane - te hasła przemawiały mi do przekonania. Natomiast zamęt wrowadzała działalność Kościoła. Episkopat zwlekał z mianowaniem polskich biskupów na Ziemiach Odzyskanych i długo wahał się w sprawie podpisania Apelu Sztokholmskiego - KLIK. Był to apel w sprawie zakazu stosowania broni jądrowej. W 1950 roku Związek Radziecki miał już za sobą pierwsze próby bomby atomowej, ale jednak USA miały wyraźną przewagę w tej dziedzinie.
Ostatecznie biskupi podpisali Apel i polecili wiernym zrobić to samo, ale ja pamiętam jak ksiądz na kazaniu zaklinał ludzi  żeby nie podpisywali.
Zdezorientowany pytałem Matki o co chodzi - przecież cudem przeżylismy wojnę?
- Lepiej umrzeć niż żyć w takiej niewoli - odpowiadała. 
Nie rozumiałem, ale w końcu i tak podpisaliśmy oboje.

Odwrotny skutek przyniósł proces kieleckiego biskupa Kaczmarka. W prasie i kronice filmowej podawano nie raz informacje o amerykańskich szpiegach i dywersantach. Dla mnie było to dość straszne, ale jednak abstrakcyjne. Proces kieleckiego biskupa uświadomił mi, że nikt nie jest bezpieczny. Mimo to jednak w szkole bardzo często opowiadaliśmy sobie przynoszone z domu antyradzieckie dowcipy.
Zacytuje dwa. Wprawdzie jestem przeciwnikiem opowiadania dowcipów na internecie, ale tu zrobię wyjątek. Proszę się nie śmiać - to jest historia.
1. Na konferencji spotkało się trzech ginekologów - Anglik, Amerykanin i Rosjanin. Wymieniają sie doświadczeniami zawodowymi. Zdarzyło mi się kiedyś, mówi Anglik, że poród trwał ponad tydzień. A ja odbierałem poród, który trwał 10 dni - mówi Amerykanin. A ja jestem regularnie wzywany do porodu, który trwa już 30 lat - mówi Rosjanin. Jak to 30 lat?? A tak, dziecko wychyla głowę i pyta: czy batiuszka Stalin żyje? Na odpowiedź twierdzącą chowa się.
2. Pewien ksiądz miał papugę, która psioczyła na komunistów. Doniesiono o tym na UB. Na szczęście ktoś uprzedził księdza więc szybko wymienił papugę na inną, która potrafiła śpiewać pieśni religijne. Przychodzi inspekcja, proszą księdza o pokazanie papugi. A ta śpiewa - Kiedy ranne wstają zorze... Trzeba ją sprowokować radzi któryś z UB-owców. Więc mówia chórem: żeby Stalin zdechł, żeby Stalin zdechł... A papuga na to: Słuchaj Jezu jak Cię błaga lud...
Sądzę, że każdy z tych dowcipów był wart kilka lat więzienia, ale jakoś tego nie kojarzyliśmy. 

W tym okresie wpadła mi w ręce znajdująca się w domu książka Eugeniusza Małaczewskiego - Koń na wzgórzu. Niektóre opowiadania były dla mnie tak drastyczne, że nawet kolegom o tej książce nie opowiedziałem.
Ogromnie zaskoczyło mnie gdy wiele lat później oglądając w teatrze sztukę A. Makarenki - Poemat pedagogiczny - napotkałem w niej makabryczny fragment z zawartego w Koniu na wzgórzu opowiadania - Państwo ponurej anegdoty.

Nawet na naszym szkolnym gruncie mieliśmy drobne wydarzenie o podłożu politycznym. Któregoś dnia pojawił się w klasie "nowy". Był to drobny chłopiec - Jurek M. Minęło sporo czasu zanim dowiedzieliśmy się, ze zostal usunięty ze szkoły państwowej bo zagrał na pianinie melodię piosenki Czerwone maki na Monte Cassino.
Oczywiście prosiliśmy go żeby i nam zagrał, cokolwiek zagrał, ale Jurek nie dotknął w naszej szkole klawiszy fortepianu. Zresztą po niecałych dwóch latach zniknął równie niespodziewanie jak się pojawił.
Kilkanaście lat później, gdy byłem już na studiach, podczas pobytu w Kielcach zauważyłem w lokalnej gazecie, że Jurek gra w zespole jazzowym.

W domu słyszałem oczywiście o Monte Cassino, o Katyniu, o tym jsk ZSRR wbił Polsce nóż w plecy we wrześniu 1939 i jak czekał aż Warszawa wykrwawi się podczas Powstania Warszawskiego. Matka przekazywała mi jednak te informacje dość oszczędnie. Natomiast dołożyła starań żebym się uczył "prawdziwej historii". Poprosiła brata mojego Ojca, stryja Stanisława, żeby znalazł dla mnie wydaną przed wojną historię Polski. Dostałem ją na gwiazdkę 1951 roku - Dzieje Narodu Polskiego Władysława Smoleńskiego - wydane w 1921 roku. Jednak książka mnie rozczarowała. Obejmowała historię Polski do Powstania Styczniowego i praktycznie nie znalazłem tam niczego sprzecznego z tym czego uczono nas w szkole.

 
1 , 2