Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Wpisy z tagiem: przed1939

piątek, 17 kwietnia 2015

Lech  Lech

Uminscy

...była duża. Na powyższym zdjęciu brakuje pięciu osób - ojca rodziny, Antoniego, który po zakończeniu I Wojny zmarł na grypę hiszpankę, dwóch najstarszych braci Kazimierza i Franciszka, którzy po wybuchu wojny wyjechali do Rosji, Stanisławy i Eugeniusza.

W środku oczywiście Matka Rodu, moja Babcia - Waleria Umińska.

Oto całe rodzeństwo w chronologicznym porządku:

Kazimierz - w Rosji zaangażował się w działalność rewolucyjną, po stronie komunistów. Zdzisław Uminski, bratanek Kazimierza, w książce Album z rewolwerem cytuje niezwykły list:
"Wiem, że Olek (Lolek) mając niespełna siedemnaście lat walczył na froncie. Ja o parę lat starszy od niego też tam byłem. Kościół Świętego Floriana na Pradze widziałem przez lornetkę. Stałem wtedy na garbie szosy pod Strugą w pobliżu Radzymina i powiedziałem sobie: jakże oni mnie przyjmą - matka moja, siostry i bracią Czy nazwą mnie zdrajcą? A może jednak któreś wyciągnie do mnie rękę, a mama rozpłacze się nagle i powie: 'Kaziu, jak mogłeś?' Wierzcie mi, że nawet dla tych słów chciałbym znaleźć się w domu, na Emilii Plater. Nie tylko jako zwycięzca, lecz nawet w roli jeńca. (...) Ale jestem komisarzem i muszę powściągnąć swoje sentymenty. (...) Mamie życzę zdrowia i proszę o wybaczenie, a Wam też życzę zdrowia, żebyście nigdy nie musieli tak bardzo tęsknić jak ja - Kazimierz, i jeszcze o jedno proszę - powiedzcie czy w Ogrodzie Pomologicznym* nadal jabłonie rodzą takie soczyste jabłka, na które często wybieraliśmy się myląc czujność dozorcy? Ale czy odpowiecie? Czy list dojdzie do mnie? Chciałbym bardzo go otrzymać, chociaż mo?e najważniejsze jest, że pytam i o Was moi drodzy, i o ten ogród".

Franciszek - zginął gdzieś w Rosji podczas niemieckiego ostrzału.

Eugenia - pierwszy rząd, pierwsza z lewej. Wyszła za mąż za Józefa Samoraja, miała z nim syna Bogdana. Józef Samoraj został powołany do armii (rosyjskiej) i ślad po nim zaginął. Zgodnie z ówczesnymi przepisami ciocia Genia musiała czekać 20 lat na uznanie męża za bezpowrotnie zaginionego i pozwolenie na następne małżeństwo. 
Pod koniec lat 30. wyszła za mąż za Mariana Tylińskiego, artystę malarza, miała z nim dwie córki - Danusię i Jolę.

Janina - pierwszy rząd, pierwsza z prawej. Jej narzeczony zginął podczas wojny 1920 roku.

Stanisława - patrz tutaj - KLIK.

Eugeniusz, Aleksander - nazywany w rodzinie Lolek.

Lucyna - moja Matka. Drugi rząd, w środku.

Halina - drugi rząd, pierwsza z prawej.

Ryszard -  drugi rząd, drugi z prawej - wujek Rysiek, o którym pisałem w odcinku 2 i 4.

Krystyna - drugi rząd, pierwsza z lewej. Najmłodsza, młodsza od swojego siostrzeńca Bogdana Samoraja.

Na zdjęciu jeszcze znajduje się Bogdan Samoraj - syn Eugenii - drugi rząd, drugi z lewej.

Matka niewiele opowiadała o swoich rodzicach. Ojca wspominała jako człowieka o ogromnej sile fizycznej. Prowadził on wraz ze wspólnikiem przedisębiorstwo transportowe, kttóre chyba zbankrutowało i dziadek pezez pewien czas pracował jako numerowy na stacji kolejowej.
Czy ktoś wie, kto to był numerowy?
W Kielcach ich nie było, ale w Warszawie, ilekroć tam przyjechaliśmy, Matka wychylała się przez okno pociągu i wołała:
- Numerowy!
Za chwilę zjawiał się mężczyzna w służbowej czapce z numerem i zabierał nasze bagaże. Matka zawsze rozmawiała z numerowym i dobrze go wynagradzała. Wyraźnie zywiła do nich sentyment.

Do swojej Matki moja Matka miała chyba żal.
Matka wspominał, że miala problemy z nauką i matka przydizelała jej wiecej domowych obowiązków niż innym dzieciom.
Gdy miała 8 lat a więc gdy wybuchła wojna, jej pierwszym zadaniem było kupić chleb. Trzeba było byc przed piekarnia juz przed 5 rano, czekać w zbitym tłumie. Gdy otwierali piekarnię tłum napierał potena falą. Trzeba było podnieść nogi i dać się nieść, inaczej by mnie stratowali - wpominała Matka - zawsze tak mi się udawało ustawić, że wynosili mnie przed samą ladę.
Po 9 klasie, czyli małej maturze, Matka poszła na kursy ksiegowości.

Matka miala wielką pretensję do swojej matki, że w 1924 roku czyli w wielu 18 lat, wysłała ją do Paryża żeby towarzyszyła swojej siostrze Stanisławie - patrz link przy imieniu Stanisława - pod zdjęciem otwierającym wpis.
Jak mogła wysłać 18-letnia naiwna dziewczynę do osoby przeżywającej taką tragodię?
Po tym doświadczeniu bałam się miłości, wydawała mi się niszcząca siłą.
Matka była despotką - wspominała moja Matka - trzymała wszystkie córki, nawet gdy były dorosłe, bardzo krótko. Genia mieszkała z nami i opiekowaliśmy się jej synem. 
Lolek przez kilka lat działał jako bookmacher na wyścigach konnych. Wyścigi były wtedy na Polach Mokotowskich. Syn Lolka - Zdzisław - odziedziczył po ojcu zainteresowanie wyścigami. Już po wojnie prowadził w Słowie Powszechnym kolumnę o wyścigach konnych. Napisał równiez dwie książki na ten temat - Wielka Warszawska i Stawka na pechowego konia.
W tej pierwszej ojciec bohatera miał pseudonim - Lolek podwój stawkę.
Czasem podwajanie kończyło się pechowo i, według relacji Matki, Lolek kilka razy wracał na dłużej do matczynego domu.
Sytuacja poprawiła się znacznie gdy Matka i Halina dostali dobre posady w towarzystwie ubezpieczeniowym Prudential. Tak, ten wieżowiec na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, w którym podczas Powstania toczyły się zażarte walki - KLIK.
Według relacji Matki tę pracę pomogła im załatwić Stanisława dzięki przyjaciołom w Zborze Ewangelickim, którzy zasiadali w zarządzie firmy.

Halina wyszła za mąż za Władysława Noakowskiego, architekta, bratanka bardzo znanego architekta i malarza - Stanisława Noakowskiego - KLIK.
Poniżej Władysław Noakowski, z lewej, z moja Babką i moim Ojcem... 

Szwagrowie

Rysiek studiował w szkole Morskiej, Krystyna kończyła szkołę średnią. 

Zorientowałam się - wspominała moja Matka - że matka uznała, że ja i Janka mamy pozostać na zawsze w domu.
Postanowiłam, że nie zostanę. Musiałam znaleźć odpowiedniego mężczyznę, musiałam obracać się we właściwym towarzystwie. Zimą 1936 roku pojechałam z koleżanką do Zakopanego, w następnym roku też.  
W 1938 roku, Matka pojechała do Zakopanego w podróż poślubną...

Podróż poślubna

Śłub

* Ogród Pomologiczny - KLIK - przy Emilii Plater, niedaleko domu. Moja Matka też często go wspominała. 

PS. W dniu publikacji tego wpisu blox.pl miał okres słabości i wszystkie polskie litery zostały zamienione na znaki zapytania. Ręcznie poprawiłem te usterkę. Czytelników , którzy odcierpieli tę usterkę przepraszam i dziekuję za wyrozumiałość.