Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Wpisy z tagiem: cenzura

sobota, 19 grudnia 2015

 Tadeusz

Rok 1981 był szczególny, nadzwyczajny - rok politycznego przewrotu, wybuchu nadziei i na koniec paroletniego zatrzaśnięcia wszystkiego. W styczniu zespół redakcji Kontrastów  usunął własnymi silami konformistycznego naczelnego. Nowy był równolatkiem  zespołu, gotowy rzucić się wir politycznej dysputy o wolności, prawie i sprawiedliwości. Formalnie jeszcze nie był kimś, a więc niczym nie ryzykował. Przez cały rok teksty zaangażowane  przeciw dzierżącej  władzę jedynej partii zdominowały pismo mimo istnienia cenzury. Utraciłem tym samym malutki graficzny monopolik na opozycję polityczną. Niemniej kilka miesięcy nadal istniałem na łamach.
Styczeń 1981. Czy stolica ma szansę? Ten rysunek to dwa symbole - pycha władzy i społeczeństwo. Władza to oczywiście jedynie słuszna partia dzierżąca całkowitą kontrolę we wszystkich organach państwowych i wszystkich miejscach decyzyjnych i siłowych. Prowincja - ludzie gorszego sortu, pozbawieni skutecznej prawnie siły swej reprezentacji. Ale co paw znaczy każdy wie - gdy skuli ogon jest tylko krzykliwym bezsilnym ptakiem. 


Luty 1981. Oficjalna propaganda lansowała hasło odnowy, władza w rękach ludzi właściwych bo nowych. Koniec rządów poprzedniej ekipy to był marazm gospodarczy i ambicjonalny, załamanie nadziei na podniesienie dobrobytu i postępu pojawiającego się jeszcze parę lat wcześniej. Jak pokazuje historia - wybuchy niezadowolenia i rewolucje wybuchają nie w najgorszych okresach, lecz gdy postęp polepszania bytu jest zbyt wolny, rozczarowujący. 

Marzec 1981. Wszystkim znany plakat pokazujący jedynie słuszną i jej głównych przewodników partię jako sternika Polski, tu ukazujący jak ta wiodąca partia jest kierowana przez karła -  pompatyczna fasada ma marne zaplecze i złe kompetencje. Aż się dziwię, że ten rysunek przeszedł przez cenzurę. 

 

 

 

Kwiecień 1981. W prasie bardzo częste były cytaty z Marksa o zasadach socjalizmu, sprawiedliwości społecznej, obronie praw robotników. Ich wymowa dokładnie zaprzeczała słuszności polityki uprawianej przez jedynie słuszną partię. A u Marksa o chłopach nic. Ale nie tylko o chłopów mi chodziło. Są grupy zawodowe, także i dziś, bez możliwości protestu skutecznego. Nauczyciele, pielęgniarki i salowe, strażacy, obecni bezrobotni, ludzie pracujący na szaro - oni nie mieli i nadal nie mają siły by skutecznie przekonać o swych racjach.

Maj 1981.  "Rzucili demokrację" to nawiązanie do częstego zawołania do sąsiadów czy znajomych - rzucili mięso, cukier, albo zapałki. Termin "rzucili" dziś dla młodzieży niezrozumiały oznaczał dostępność towaru w sklepie. Łagodniejsze określenie było w pytaniu "co tu dają" czyli co jest do kupienia. Możliwość swobodnego wyrażania swych sądów o rządzie była jeszcze większym rarytasem dla narodu niż głupia kiełbasa czy masło. Entuzjazm wypowiedzi był ogromny i powszechny. Euforia ogarnęła masy pracujące miast i wsi. Czasami miało to nawet anarchistyczny wydźwięk, co stało się później pretekstem do dramatycznych wypadków w grudniu.

Czerwiec 1981. Znów partia jako sternik narodu i państwa. Ale obraz jej już inny. Zapowiadany nadzwyczajny programowy zjazd jedynie słusznej partii wciąż odkładany był z powodu dynamicznie zmieniającej się sytuacji społecznej. Partia nie wiedziała co robić by zachować swą władzę i jednocześnie uspokoić nastroje wybuchowe, spontaniczne i wymykające się spod wszelkiej kontroli. Demonstracje w obronie demokracji i o nią samą stały się niemal codziennością. Fale bardzo już burzliwe. Pytanie o ojca to ukryte zagrożenie żandarma nadzorującego cywilną politykę. 

Lipiec 1981. Wydawnictwa oficjalne były pod coraz ostrzejszą kontrolą cenzury. Każdy tekst czy rysunek odczytywany był przez odbiorców jako aluzja polityczna. Nawet brak tekstu był kpiną z systemu politycznej prewencji! Pusta chmurka pokazuje knebel zakładany ludziom przez cenzurę. Ten rysunek w innym czasie i w innym miejscu byłby po prostu bezsensowny.

 

 

Sierpień 1981. W zakładach przemysłowych, coraz częściej trwały strajki domagające większych praw dla ludzi pragnących usunięcia nadzoru partyjnego nad wszystkim - od sztuki poprzez naukę do produkcji i mediów. Skutkiem tego produkcja malała, zaopatrzenie było coraz gorsze, rodziny borykały się z trudnościami z zaopatrzeniem w podstawowe artykuły. 

 

 

Od września miesięcznik Kontrasty zredukowany został o kolejny arkusz drukarski czyli 8 stron. Bardzo aktywni koledzy dziennikarze nie mieścili się w okrojonym miejscu wypowiedzi. Słowo było ważniejsze od obrazka, na moje rysunki zabrakło miejsca. 
W listopadzie, gdy szykowałem grudniową okładkę, największym lękiem było zagrożenie bratnią pomocą radziecką. To był powszechny strach, wbrew późniejszym gadaniom o braku takiej groźby. Mój szwagier lat wówczas 30 powiedział, że jeżeli "oni" wejdą to pójdzie do lasu walczyć. Mieliśmy wszyscy szczęście, że pokazane pod choinką na okładce żołnierskie buty były polskie a nie sowieckie, nie było tysięcy ofiar jak na Węgrzech. Ale gwiazda na choince na parę lat została czarna.

Cały nakład został zmielony z powodu stanu wojennego. Zostało kilka egzemplarzy przemyconych z drukarni. 

środa, 09 grudnia 2015

Tadeusz

Rok 1980 to wyraźne i zasadnicze rozdzielenie się losów moich i Lecha. Ja zostałem tu, on wyjechał tam. Lukę czasową między moim ostatnim wspomnieniem z bawełnianego kombinatu Fasty, a tym właśnie rokiem wypełnię dość zdawkowo. Całe tło polityczne szczęśliwie Lech akurat opisał w swoim parowozie dziejów. Moje sukcesy w pracy kulturotwórczej spowodowały propozycję zatrudnienia w prasie. W 1974 roku stałem się redaktorem graficznym w miesięczniku społeczno-kulturalnym Kontrasty KLIK To był w czasach gierkowskich jeden z dwóch periodyków regionalnych, który miał oddźwięk w całej Polsce. Drugim była wrocławska Odra. Naczelnym obu był ten sam Klemens Krzyżagórski - człowiek wyjątkowo sprawny organizacyjnie i inteligentny, duża osobowość. Pod koniec lat 70 ocenił, że w PRL źle się dzieje i na prowincji stanie się najgorsze. Porzucił  Kontrasty i nas. Wyjechał do Warszawy i tam niestety zagubił się w zawiłościach politycznych. W roku 1980 funkcjonował dawny zastępca, a teraz naczelny pisma  Dionizy Sidorski, słaby charakter, rozchwiane poglądy, rozdźwięk między prywatnymi sądami a służbowym stanowiskiem. To nie był dla młodego wiekiem i temperamentem zespołu łatwy okres. W końcu my sami, załoga redakcyjna, usunęliśmy go ze stanowiska! Ale to już na początku 1981, wyrzucanie dyrektorów przez załogi było wtedy w modzie.  
Opisywanie moich wystaw obrazów, plenerów, udziałów w konkursach malarskich itp. wydaje mi się banalne, nudne i nikomu niepotrzebne. Pokażę moje rysunki satyryczne z tego roku ostatniego w życiu Lecha w ojczyźnie i ostatniego pokojowego okresu monopolu władzy PZPR. Mój udział znaczący, bo na całej 3 stronie okładki, rozpoczął się w lipcu. Pod konformistycznymi rządami Sidorskiego teksty nie były zbyt odważne, cenzura działała rutynowo. Obrazki były traktowane mniej uważnie i poważnie. Mnie więc przypadła rola łagodnej politycznej opozycji. Rysunki odnoszą się do sytuacji o miesiąc wcześniejszej bo przygotowanie tekstów, skład, druk  nie były  wówczas tak szybkie jak obecnie. Gra z cenzurą polegała na aluzjach, których cenzorzy mogli nie zrozumieć, a czytelnicy owszem. Kontrasty, jak to określił niedawny naczelny Klemens, to legitymacja inteligenta. I na tym jechaliśmy bez rozczarowań! Siedziba cenzury była w tym samym korytarzu co i redakcja. Stosunki były pozornie przyjacielskie, ale podejrzliwość ogromna. Ja od czasów moich publikacji i rysunków z czasów fastowskiej gazetki byłem pod starannym nadzorem. Dziś rysunki polityczne z tamtych czasów są zupełnie nieczytelne. Społeczeństwo nam po prostu spsiało, przykro mi to pisać, ale tak to odczuwam. Trochę głupio się czuję tłumacząc satyryczne rysunki, to jak wyjaśnianie dowcipów, żałosna funkcja dla obu stron. W tamtych czasach PRL-u odbiorcy każdego tekstu, informacji czy rysunku szukali ukrytych podtekstów. Cenzorzy również! Czasami dochodziło do śmiesznych sytuacji.

Lipiec 1980. Propaganda mocno podkreślała warcholstwo i kłótliwość opozycji. Cenzura z tekstu zdjęła słowa "A ja" z którymi wyraźniej widać, że tylko prostytutka konfliktów nie powoduje. Słusznie wyczuli intencję. Fragmentaryczna ingerencja chyba skuteczna nie była, ale ich usprawiedliwiała przed pracodawcą czyli KW PZPR. W cenzurze nie pracowali sami źli ludzie. Na sąsiedniej stronie wiadomość o zmniejszeniu objętości miesięcznika o 1 arkusz z powodu trudności na rynku papierniczym spowodowanych wzrostem cen dewizowych papieru drukarskiego. To był w tamtych czasach towar reglamentowany - objętości i naklady wydawnictw regulowane były przydzialami papieru, taka nieoficjalna kontrola wydawnictw. Bardzo skuteczna.

Sierpień 1980. Propaganda sukcesu i dobrobytu była totalna, wręcz hipnotyzująca. W tym samym czasie w tv funkcjonował niejaki Kaszpirowski, uzdrowiciel telewizyjny. Nasuwa się bardzo brzydki termin zglajszachtowanie. Takie miało być w intencjach PZPR nasze społeczeństwo. Malutki złośliwy detal - miska pod kaloryferem - socjalistyczne zawory w tamtych kaloryferach zawsze przeciekały po próbie regulacji.

Wrzesień 1980. "Aby mieć prowincję daję jej wciąż nowe szanse..." Czy to i dziś nie funkcjonuje? Czy lekceważone obszary Polski nie dają się nadal nabierać na obietnice władców, polityków, czy nie są podatne na manipulacje? Ściana wschodnia to termin już późniejszy, ale już wówczas zjawisko istniało. Podczas szykowania numeru jeszcze nie było pełnych informacji o gdańskich strajkach.

 

 

 

Październik 1980. "Pieje kogut na grzędzie - tak będzie, a gdy zapieje na ziemi to się odmieni". Kogut jak władca i pyszałek, wysoko siedzi. Jak PZPR! Ale gdy spadnie... Cienka to aluzja, nie wychwycona przez cenzurę. A i dla dzisiejszego odbiorcy niezrozumiała. Dawny inteligent (dziś nie ma dawnych inteligentów) rozumiał aluzję, wiedział, że nie można wprost powiedzieć, szukał interpretacji pozornie bezsensownego cytowania ludowego przysłowia. Porozumienia sierpniowe już istniały, kogut zaczynał się chwiać

Listopad 1980. Znów rysunek z ingerencją cenzury. Na pojemniku był napis TV. Usunięty. Bo wiadomo, że TV to tylko polska TVP. Na to był zapis szczególny! Z partyjnego punktu widzenia rysunek nie powinien zostać puszczony - społeczeństwo jako hodowla w klatkach? Ale udało się! A akcja zdrowotnego biegania była wówczas w telewizji lansowana, wyolbrzymiana, taka próba odwracania uwagi od wydarzeń politycznych.

Grudzień 1980. Św. Mikołaj i Dziadek Mróz niosący dary, idący po linie nad przepaścią i jeden z nich mówi do drugiego: Tylko nie podskakuj. Sytuacja wówczas była bardzo gorąca. Ale na święta nie zrobiłem nazbyt prowokacyjnego rysunku, tylko takie dobrotliwe ostrzeżenie.

A potem to już był rok 1981 - dużo zmian. I kilka następnych rysunków. 

Tagi: 1980 cenzura
10:16, tg1940
Link Komentarze (6) »