Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Wpisy z tagiem: 2016

sobota, 16 stycznia 2016

Lech  Lech

Komuna zniknęła więc przyszedł również czas na Dziecko Komuny.

Jak tu zacząć kończyć?

Od podziękowań. Najlepiej chronologicznie.
Pierwsze podziękowanie złożyłem już w 2006 roku. Najpierw w pracy. Zakończyłem ją jeden dzień po osiągnięciu wieku emerytalnego. Zaraz potem odszukałem na internecie Ruth L., tę która jako pierwsza dała mi dobre referencje w Australii.
Jakiś czas później miałem  przyjemność podziękować jej osobiście w Melbourne...

Ruth

Australię często nazywają krajem drugiej szansy. Jestem przykładem słuszności tej nazwy...
Nawet moje szkolne marzenie - brać udział w Olimpiadzie w Melbourne - w jakiś sposób się spełniło. Brałem udział w biegu, którego meta była na stadionie olimpijskim - MCG. Poniżej - przed biegiem, po najechaniu myszą - po biegu - rozglądam się za swoimi wspomnieniami z 1956 roku, znalazłem...

MCG

 

Spełniły się również jeszcze wcześniejsze dziecinne sny o śnieżnych wedrówkach narciarskich. Odkryłem narciarstwo biegowe i uczestniczyłem w maratonach narciarskich w 17 krajach. Ostatnim był Bieg Piastów.
Poniżej wyścigi w Australii - w słońcu i podczas śnieżycy (proszę najechać myszą)...

Słońce

Los byl tak skrupulatny, że spełnił moje zawodowe tęsknoty z Kuwejtu - opracować ciekawy system komputerowy na Univacu. Był to system sterowania wymianą części w samolocie...

TAA

Pisanie

Nawet taki kaprys jak napisanie opowiadania po angielsku zaowocował wymierną nagrodą.

Dziękuje Ci Australio, przyjęłaś mnie jak swoje naturalne dziecko a nawet dużo lepiej.

Obawiam się jednak, że nie odpłaciłem pięknym za nadobne. Zadowoliłem się drobnymi efekciarskimi sukcesami a zaniedbałem bardziej wymierne talenty.
W którymś momencie moje zarobki osiągnęły całkiem przyzwoity poziom. Kolega w pracy spytał:
- Akcje czy nieruchomości?
- Ani jedno ani drugie.
- Bardzo niedobrze - spojrzał nia mnie ze smutkiem - praca i zarobki z niej są tylko środkiem do celu.
- A co jest celem?
- Żeby to pieniądze na ciebie pracowały. 24 godziny na dobę. Ty sobie śpisz a twój kapitał rośnie.
Zasmuciłem się. Więc moja praca, która daje mi tyle radości, i która jest ceniona przez wiele osób, jest mniej ważna niż jakiś automat do pomnażania kapitału.

To był niewątpliwie wpływ komuny. Przez długie lata starano się wpoić ludziom przyzwyczajenie aby pracować 8 godzin a potem mieć czas na rekreację, kulturę, zabawę. 
Przypomniała mi się oglądana w telewizji rozmowa ze Światosławem Richterem - bywało, że razem z Dawidem Ojstrachem tłukliśmy się 2 dni pociągiem aby dać koncert w niewielkiej osadzie na Syberii. 
- Przecież o wasz występ ubiegały się najlepsze sale koncertowe świata - dziwił się reporter.
- Ludziom, którzy ciężko pracują w gdzieś na końcu świata też należy się dobra muzyka - odpowiedział S. Richter.

Ale nie powiedziałem o tym mojemu rozmówcy.

Paradoksalnie z pomocą przyszła mi Polska - dostałem bardzo przyzwoitą emeryturę dzięki umowie podpisanej z Australią w 2010 roku. Do stażu emerytalnego wliczono lata pracy w Australii.

I jeszcze jedna druga szansa, tym razem od szkolnego kolegi. Tadeusz jest jednym z najbardziej cenionych w Polsce specjalistów w dziedzinie heraldyki, autorem kilku herbarzy - KLIK. 
Opracował również szczegółową koncepcję internetowej wyszukiwarki herbów. Potrzebował tylko programisty i wybrał mnie mimo, że nie miałem żadnego doświadczenia w programowaniu stron internetowych. Dzięki jego inspiracji i pomocy zdobyłem nowe doświadczenie.
Wyszukiwarka funkcjonuje już prawie 10 lat - KLIK. Codziennie korzysta z niej kilkaset osób. Wprowadzone przez Tadeusza wyszukiwanie graficzne jest unikalnym rozwiązaniem i zyskało nam wdzięczność pracowników naukowych w archiwach i muzeach.

Któregoś dnia Michał po powrocie ze szkoły poprosił żebym wyszedł z nim na spacer. Zdecydowanym krokiem zaprowadził mnie na sąsiednią ulicę i pokazał świeżo postawiony płot.
- Tatusiu, ten płot zbudował tatuś Simona.
- Całkiem ładny płot - odpowiedziałem czując już co się święci.
- Tatusiu, a czy ty tutaj coś wybudowałeś?
Uśmiechnąłem się z zażenowianiem. Wskazałem lecący nad naszymi głowami samolot.
- Widzisz ten samolot? On leci bezpiecznie bo ja opracowałem system, który pilnuje żeby żadna część nie popsuła się podczas lotu.
Po minie Michała widziałem, że to żaden argument. Przypomniały mi się rozważania w okresie zakładania rodziny - komuna przetrwa jeszcze setki lat a my, polska rodzina, przetrwamy komunę. W takich warunkach odpowiedź na pytanie Michała byłaby prosta - mógłbym zaprowadzić go na cmentarz, na groby przodków, którzy żyli w czasach caratu, w czasach okupacji. Nasze życie było tylko kontynuacją.
Ale co odpowiedzieć kiedy przetrwanie komuny okazało się fraszką? Ale co odpowiedzieć w Australii gdzie nie odwiedza się grobów?

Jakąś odpowiedzią byłoby zbudowanie solidnej bazy finansowej dla rodziny i ukierunkowanie dzieci aby to kontynuowały. Tak właśnie zrobiło wiele osób będących w podobnej sytuacji jak ja. Osiągnęli sukces a startowali z dużo gorszej pozycji niż ja. Jestem jednak pewien, że żadna z nich nie nazwałaby samej siebie dzieckiem komuny.

Wydaje mi się, że życie w PRL, szczególnie w latach stalinowskich, spowodowało u mnie spore pomieszanie życia na jawie z marzeniami. W moim przypadku zaowocowało to z jednej strony dużą dozą satysfakcji i zadowolenia z siebie, z drugiej strony nie dawałem chyba poczucia pewności i stabilizacji osobom ze mną związanym.
Może to spowodowało, że nasze dzieci wybrały styl życia nieco odmienny od powszechnie praktykowanego.

Wracam do podziekowań - dziękuję naszym czytelników i komentatorom za poświęcony czas i pozytywne wibracje.
I wreszcie... najważniejsze - bardzo serdecznie dziękuję współautorom, Wiesi i Tadeuszowi, za wzbogacenie tego blogu wpomnieniami i refleksjami. A przede wszystkim za to, że byli i są ze mną.

Na koniec blogu potop. Nie, nie mam na myśli powiedzenia - po mnie potop. Moje utopie utopiły się już w połowie mojego życia. Od tego czasu płynę, jak bohater poniższej piosenki...

Życzę moim bliskim i dalekim żeby płynęli jak im się nawet nie śniło.

Tagi: 2016
10:24, pharlap
Link Komentarze (19) »