Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Wpisy z tagiem: sport

środa, 13 maja 2015

Jeśliś mazgaj, szczerze wstydź się,
ale lepiej natychmiast weź się w garść.
Hej, kolego, więcej życia, równaj krok,
podnieś wzrok i naprzód marsz!
Aby ciało twe i duch były młode wciąż,
były młode wciąż, były młode wciąż
Czy to upał, czy to mróz, ty do celu dąż:
hartuj ciało jak stal!
Niech żyje sport! Niech żyje sport,
sport, sport żyje nam!
Więc dzielnie broń boiska dziś bram
i wiedz, że silną musisz mieć dłoń,
byś udźwignął i broń, i młot i broń.

Lech  Lech

Sport.  Przez długie lata nie interesowałem się sportem.
Matka z jednej strony opowiadała mi o sportach królów - nartach, tenisie, "jachtingu". Z drugiej zniechęcała do sportów, z którymi spotykałem się na codzień.
Piłka nozna - to gra pospólstwa. Wszyscy piłkarze mają krzywe nogi.
Rower - dopiero jak ci się wzmocni kręgosłup, jak zaczniesz teraz to będziesz garbaty. Tu nie musiała mnie przekonywać. Nie spotykało się wtedy rowerów dziecięcych rozmiarów. Chłopcy z sąsiedztwa jeździli na męskim rowerze z ramą. Oczywiście nie byli w stanie przełożyć nad nią nogi. Przekładali więc nogę pod ramą i pedałowali przedziwnie wygięci.
Biegi - w żadnym wypadku - sforsujesz serce.

BSPO

Bodźcem do uprawiania sportu była odznaka BSPO - Bądź Sprawny do Pracy i Obrony, którą powinniśmy byli zdobyć chyba w VI klasie.
Zdjęcie skopiowane ze strony http://myvimu.com/

Warunkiem zdobycia odznaki było: bieg na 60m w czasie poniżej 11.5 sekundy, rzut piłeczką palantową, skok w dal i skok wzwyż. Nie pamiętam norm dla rzutu i skoków, pamiętam, że liczyła się suma rzutów prawą i lewą ręką oraz skoku w dal z lewej i prawej nogi.
Z biegiem i skokiem wzwyż miałem ogromne problemy, ale sport dawał mi bardzo prostą motywację - trenuj!
To było takie proste. Żeby biec szybciej nie musiałem niczego podpatrywać - po prostu biegać. Po kilku tygodniach starań stałem się dumnym posiadaczem odznaki. Oczywiście przy najbliższej okazji poprosiłem Staszka Ś o trochę rtęci i posrebrzyłem odznakę.
Pływanie to była osobna sprawa. W Kielcach nie było wiele możliwości uprawiania tego sportu. Był tylko jeden basen, oczywiście odkryty i w związku z tym czynny tylko w lecie. A wtedy ja byłem na wakacjach poza Kielcami. Miłym zaskoczeniem było dla mnie, że w tej dziedzinie byłem lepszy od moich kolegów.
Zainteresowałem się również historią sportu, olimpiadami. Postacie takie jak Paavo Nurmi czy Jesse Owens urosły do rangi greckich herosów.
Osobny temat to narciarstwo. Warunki terenowe w okolicach Kielc były wymarzone do narciarstwa terenowego, ale takie pojęcie nie było wtedy znane. Narciarstwo jako sport miało dwie kategorie - klasyczne (biegi i skoki) i alpejskie (zjazd i slalom). Alpejskie - czyli Zachód - wybór był oczywisty. Tym bardziej, że w biegach pojawili się zawodnicy radzieccy. Biegłem więc na nartach na górę Telegraf - około 3 km - tam udawało mi się zjechać raz albo dwa przed zapadnięciem zmroku i znowu biegiem do domu. Takie były moje Alpy.
40 lat później, w Australii, kraju drugiej szansy, rozpocząłem całkiem na serio karierę biegacza narciarskiego.

Głośnik. Popularnym środkiem masowego przekazu był wtedy głośnik. Poprawna nazwa to pewnie radiofonia przewodowa. Ja ją jednak dostosowałem do obecnych warunków. Otóż gdy ktoś mnie pyta czy mam kablową telewizję lub internet to odpowiadam, że nie, ale już 65 lat temu, w Polsce, miałem kablowe radio. To robi pewne wrażenie.
W głośniku nie było możliwości wyboru radiostacji, nadawali program Polskiego Radia (był wtedy tylko jeden), czasami wtrącali komunikaty lokalne. Głośniki były zainstalowane w miejscach publicznych, na przykład na Placu Obrońców Stalingradu, i grały tam przez cały dzień.
Miłym zaskoczeniem był dla mnie pobyt w Kremnicy na Słowacji, w 1998 roku. Tam już był kapitalizm całą gębą, ale w miasteczku funkcjonowały nadal głośniki, jak za dawnych lat.

W Domu Malskiej była możliwość założenia głośnika, ale Matka sprzeciwiała się - nie będziemy słuchali tej szczekaczki, tam tylko komunistyczna propaganda. Przełom nastąpił podczas wizyty u pani Gajl. Włączyła go żeby nam zademonstrować a tam akurat grali uwerturę do opery Carmen - KLIK. Zamarłem. Więc my tracimy coś takiego!  Za kilka dni mieliśmy głośnik i słuchałem go godzinami.
Czegoż tam nie było: audycja z życia Związku Radzieckiego anonsowana początkowymi taktami koncertu fortepianowego Czajkowskiego, koncert Chopinowski chyba co niedzielę o 3., koncert życzeń. Ja oczywiście czekałem na Carmen Bizeta. W końcu doczekałem się - całej opery. Słuchając jej zasnąłem. W późniejszych latach próbowałem się lepiej skupić, ale Carmen jako całość nie miała u mnie szczęścia.
Było równiez sporo transmisji sportowych. W 1953 roku w Warszawie odbyły się mistrzostwa Europy i Polacy zdobyli 5 złotych medali. Sport okazał się jakąś furtka do manifestowania patriotyzmu.

Kino. W Kielcach były początkowo dwa kina - Moskwa i Warszawa, nieco później uruchomiono trzecie, Robotnik w Wojewódzkim Domu Kultury (WKD). Matka z lekceważeniem mówiła o kinie jako podrzędnym gatuku kultury, powoływała się na słowa Lenina: Ze wszystkich sztuk najważniejszy jest dla NAS film. Chodziło o to NAS - komunistyczna propaganda - ostrzegała Matka. Ale chodziliśmy na prawie wszystkie filmy. Oczywiście większość to były filmy radzieckie. Na pewno było w nich wiele propagandy, ale ja zwracałem głównie uwagę na akcję i na wątki dramatyczne. Były oczywiście ulubione przeze mnie filmy czeskie, dotąd pamiętam tytuł jednego z nich - Trójka trefl. Mało tego, w sieci znalazłem krótką recenzję - KLIK.
Pojawiały się również filmy zachodnie, głównie włoskie i francuskie. W tej pierwszej kategorii filmy Vittorio de Sica.
Wielkie wrażenie zrobił na mnie film Nędznicy wyprodukowany w 1934 roku z Harrym Baur w roli Jean Valjean - KLIK. Los Fantine i jej córki Cosette wyjątkowo przemawiały do mojej wyobraźni. Fantine sprzedaje swoje włosy a potem zęby żeby ratować się z biedy. Sprzedać zęby - z przerażeniem patrzyłem na Matkę - tak, ona byłaby zdolna to zrobić dla mnie. Nam nie grozi taka bieda Mamusiu? - pytałem. Nie, nie mogą nas wyrzucić na bruk, muszą mi dać pracę, damy sobie radę.
Po zakończeniu filmu szliśmy spacerem do domu. Matka jeszcze w drzwiach kina wyciągała papierosa. Szliśmy przez ciemny park i rozmawialiśmy o filmie. To lubiłem najbardziej. Ciemny park, zapach papierosowego dymu i rozmowę. Właściwie to opowiadaliśmy sobie film nawzajem, każde wtrącało swoje uwagi. Matka sprawdzała czy i jak zrozumialem film. 
Prawie 60 lat później spacerowaliśmy z Tadkiem po Puszczy Białowieskiej, nagle Tadek wybuchnął śmiechem - ty się nic nie zmieniłeś. Spojrzałem pytająco - opowiadasz mi film, tak jak w Kielcach. Ano rzeczywiście - taka chwila szczerości.

Teatr. W Kielcach był jeden teatr - im. Stefana Żeromskiego. Matka opowiadała mi wiele o teatrze, o przedwojennych sławach - Jaracz, Zelwerowicz, Solski, Ćwiklińska. O swojej siotrze Stanisławie. Uważała teatr za najwyższą ze sztuk i czekała kiedy dojrzeję wystarcząjaco aby iść do teatru. Pierwsza sztuka jaką obejrzałem to było Nie igra się z miłością Alfreda de Musset. Podobała mi się, ale nie widziałem przewagi teatru nad kinem. Na to musiałem poczekać kilka lat.
Teatr kielecki to był bardzo dobry teatr. Kilka sztuk tam wystawianych zrobiło na mnie większe wrażenie niż inscenizacje w Warszawie. W pamięci utkwiło mi szczególnie Tango Mrożka. W roli Edka wystąpił WItold Strzemień, mój kolega ze szkoły podstawowej. A była to najmocniejsza rola w tej sztuce. Razem z Matka byliśmy mocno poruszeni. 

Książki. O tym nie wspomnę. Książki to nie była rozrywka. To był sposób życia.