Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Blog > Komentarze do wpisu

Ostatnie miesiące w Kuwejcie

Lech  Lech

Pokonanie różnicy czasu między USA a Kuwejtem było jeszcze trudniejze niż podczas podróży w przeciwnym kierunku. Po kilku dniach jednak wróciliśmy wszyscy do normy.

Pierwsza sprawa to szkoła dzieci. Michał dołączył do Ani w Kuwait English School. Ania po trzech miesiącach nauki w poprzednim roku szkolnym czuła się w szkole bardzo pewnie i dobrze. Przy jej zachęcie Michał ochoczo wdrażał się w zawiłości języka angielskiego.

Czytanie

Ania święciła triumfy na łamach lokalnej anglojęzycznej gazety Kuwait Times...

Kuwait Times

Średnio dwa razy w miesiącu wygrywala konkurs kolorowania obrazków - nagroda małe pudełeczko klocków Lego. Po powrocie z USA wygrała konkurs na wspomnienie z wakacji - ogromne pudło klocków.
Michał znalazł sobie dobrych kolegów...

Michal i Joseph 

Druga rzecz - praca. Moja pozycja była bardzo dobra. Jeszcze w kwietniu dostałem awans na kierownika rozwoju nowych systemów i podwyżkę pensji...

Awans

Ośrodek zatrudnił oprócz wspomnianego wcześniej Darka K - szefa działu obsługi użytkowników - jeszcze dwie osoby z Polski. Wszyscy przez Polservice.
Wspominałem, że od początku roku przestałem płacić daninę Metronexowi. Po przyjeździe z urlopu dowiedziałem się, że w końcu uzyskaliśmy wraz z Jankiem zgodę na przeniesienie do Polservice. Poniformowal mnie o tym osobiście konsul, pan K. przypominając jednocześnie, że on osobiście mocno zaangażował się w tę sprawę i ma nadzieję, że rozliczę się finansowo z Polservice za minione miesiące. Co racja to racja, to było ponad $8,000, ale jednak zapłaciłem jak rówmież późniejsze comiesięczne wpłaty.

Nasze życie w Kuwejcie ustabilizowało się. Przypomnę, że poza normalną pensją miałem jeszcze dochód z dodatkowej pracy po godzinach. 
Właściwie to trochę było mi żal zbliżającego się wyjazdu.  Do tego czasu nie było wiele szans rozejrzeć się dookoła, poznać bliżej otaczający nas arabski świat, odwiedzić zabytki w sąsiednim Iraku czy bliskiej Syrii i Jordanii. Niektórzy robili nawet wycieczki do Izraela. Nie było to proste gdyż wiza izraelska w paszporcie uniemożliwiała powrót do Kuwejtu. Ale od czego głowa? Na Cyprze można było od ręki załatwić wizę izraelską i nie wbijali jej do paszportu lecz dawali na osobnej kartce.

Na razie musieliśmy się zadowolić miejscowym bazarem...

Bazar

Zadomowiliśmy się na tyle, że nawet mieliśmy kota - Samirkę...

Dzieci i kot

Dla mnie istotne było, że znalazłem w Kuwejcie polską dentystkę. 

Jeszcze kilka niepozbieranych wspomnień...

Próbowałem uczyć się jezyka arabskiego. Zapisałem się na kurs dla pracowników uniwersytetu. Początki były nawet dobre. Pierwsze zacięcie nastąpiło na rozróżnieniu kilku odcieniów wymowy litery h. Moją mocną stroną było pismo, ale też tylko do czasu. Nasz wykładowca, Egipcjanin z pochodzenia, miał doktorat z kaligrafii i nie pozwolił nam ograniczyć się do podstawowej formy liter jakiej używano na przykład w gazecie. Pisał starannie literę na tablicy a potem, z lubością, ozdabiał ją wieloma apostrofami. To przekraczało moje możliwości. Trzecia wreszcie przeszkoda to brak skojarzeń ze znanym mi słownictwem łacińskim czy greckim. W rezultacie po kilku tygodniach zrezygnowałem. Koledzy pochodzenia hinduskiego radzili sobie dużo lepiej, mieli chyba lepszy słuch a prócz tego arabski kojarzył się z innymi znanymi im językami jak na przykład urdu.

LampaHinducy koledzy. Na pamiątkę po nich została mi lampa.
Któregoś dnia jeden z kolegów zwrócił się do mnie z prośbą abym fikcyjnie zatrudnil jego matkę jako pomoc domową. W Kuwejcie panowały bardzo ostre restrykcje imigracyjne. Podstawowym kryterium była oczywiście praca. Osoba pracująca musiala wykazać sie odpowiedznimi zarobkami aby móc sprowadzić najbliższą rodzinę. Prócz tego liczył się chyba charakter pracy. Ale matkę? Nie wiem czy takie same kryteria stosowano wobec Amerykanów i Europejczyków, w każdym razie mój Hindus nie mógł. 
Oczywiście spełniłem jego prośbę. Zorganizował wszystkie potrzebne dokumenty i  w wyznaczonym dniu udałem się do urzędu. W poczekalni ogromny tłum, krzyki, bałagan. Urzędnik, chyba Egipcjanin gdyż to Egipcjanie opanowali kuwejcką biurokrację, przyjął moje papiery i odłożył je na stertę. W poczekalni pojawiał się od czasu do czasu asystent. Najczęściej pojawiał się z tacą, na której roznosił kawę i herbatę do pokoi biurowych. Czasem podchodził do któregoś z urzedników i brał z jego biurka papiery. 
Wypatrzyłem właściwy moment  i na migi poprosiłem asystenta żeby wziął moje papiery. Zrobił to. Podczas kolejnej rundy roznoszenia herbaty skinął na mnie żebym wszedł z nim do gabinetu. W środku siedział Kuwejtczyk. Wskazał mi krzesło a sam zajął się herbatą. Gdy skończył spytał o coś asystenta, ten wskazał papiery na tacy. Kuwejtczyk sięgnął po moje dokumenty. Typowe było, że nie wziął ich palcami, lecz całą garścią mnąc niemiłosiernie kartki. Rzucił okiem na zmiętoszoną kartkę, przybił pieczęć i skrobnął długopisem.
- Szukran - شكر - dziękuję . To jedyne arabskie słowo, które zapamiętałem. 
Kolega byl niezmiernie wdzięczny i w rewanżu podarował mi powyższą lampę. 
- Ile S.K.J. zapłacił ci za przyjazd matki? - Ibrahim Ezzo wiedział wszystko.
- Nic, przecież to koleżeńska przysługa.
- Wiesz, że to kosztuje 1,000 dinarów? Nie rób tego więcej bo się rozniesie, że w ten sposób dorabiasz sobie  do pensji i możesz mieć nieprzyjemności. 

W połowie grudnia Ania upadła podczas zabawy i złamała ręke powyżej łokcia. Świeta Bożego Narodzenia 1982 przywitała z reką na temblaku...

Choinka

niedziela, 03 stycznia 2016, pharlap
Tagi: Kuwait 1982

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Michael Sowa, 59.92.216.*
2016/11/18 12:03:41
I oczywiście nie tylko za tobą w tym roku i mam czuć ten blog miał ugruntowaną blog długo pracuje. Zrobiłeś kawał dobrej roboty na tym i czekam na czytanie więcej