Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Blog > Komentarze do wpisu

1983 - pożegnanie Kuwejtu

Lech  Lech

Kilka tygodni przed wyjazdem zacząłem szukać w Kuwejcie jakiegoś Australijczyka żeby z pierwszej ręki dowiedzieć się jakichś konkretów o miejscu naszego przeznaczenia. Nie było to łatwe co uznałem za dobrą wiadomość - znaczy, że tam tak dobrze, że nie szukają pracy w innych krajach.
W końcu znalazłem, zaprosiłem do domu na obiad. Był bardzo sympatyczny, ale wydawał się nieco bezradny
- Oj żeby tu była moja żona to by wam wszystko dobrze wyjaśniła, ona wszystko wie.
- Macie dzieci?
- Tak dwóch chłopców, jeden ma.... chyba 8 lat... oj żeby tu moja żona była. 7 albo 8, drugi o dwa lata młodszy.
- Szkoła...-
O, szkoły w Australii są najlepsze na świecie. A już najbardziej dla migrantów jak wy.
- Dlaczego?
- Dzieci mogą robić uproszczony kurs angielskiego a poza tym... ileż tam uczą języków obcych.
- ???
- Na przykład w szkole mojego syna są trzy okresy (terms). W pierszym uczą włoskiego, w drugim francuskiego, a w trzecim mają pływanie.
I tak dalej...

Gdy odwoziłem go go hotelu zatrzymaliśmy się na światłach. Światło zmieniło się na zielowe, ktoś zatrąbil na spóźnialskich.
- Co się stało, policja? - zaniepokoił się Australijczyk.
- Nie, ktoś spóźnił się na zmianie świateł.
- Spóźnił na zmianie świateł? U nas, w Australii, dopiero jak przegapisz trzy zielone to na ciebie zatrąbią.
To spodobało mi się najbardziej. Powtórzyłem Sylwii z komentarzem - jak tam jest, tak jest, ale chyba w takim kraju damy sobie radę.
Na marginesie wyjaśnię, że mój rozmówca był ze stanu Queensland a tam rzeczywiście życie toczyło się nieco wolniej.

Bardziej konkretne były rozmowy telefoniczne ze wspominaną na tym blogu kuzynką Sylwii , Basią. Wraz z rodziną mieszkała w Melbourne i tam właśnie radziła nam się osiedlić. Jednocześnie zaoferowała nam mieszkanie do czasu aż znajdziemy sobie coś odpowiedniego.
Przy okazji doradziła aby ubiegać się o miejce w Migrant Centre.
- Chodzi o to, że na początku trzeba załatwić wiele formalności - prawo jazdy, ubezpieczenie, itp. Oni wiedzą co załatwić i zrobią to za was. Po dwóch dniach przeniesiecie się do nas a zaoszczędzicie masę czasu i zachodów.

Nieco inaczej wyglądały rozmowy w konsulacie australijskim.
Niejaka pani R. wyraźnie sobie mnie upodobała i podczas każdej wizyty poświecała mi sporo czasu. Jej główną troską było aby nasze pierwsze wrażenie z Australii było pozytywne.
- Jesteście wszak ludźmi o dużej kulturze i tradycji. Zmiana kraju to będzie dla was duży szok, szczególnie dla dzieci. Ważne jest żebyście od pierwszej chwili byli przekonani, że jesteście we właściwym miejscu i wśród właściwych ludzi. Dopiero wtedy można zacząć budować nowe życie. Czy zdecydowaliście już gdzie zamierzacie się osiedlić?
- To będzie zależało od tego gdzie znajdę pracę. Zamierzamy przylecieć do Melbourne. - pani R. skrzywiła się z dezaprobatą.
- Melbourne jest dużo lepsze od Sydney, ale to są kosmopolityczne metropolie, wiewiele różnia się od Nowego Jorku. W takim mieście nigdy nie czujesz się jak u siebie. Gorąco doradzam ci Perth. To juz jedyne na wskroś australijskie miasto.
Przyjąłem to do wiadomości.

Nic dziwnego, że gdy zapytałem panią R. o formalności zwiazane z załatwieniem pobytu w Migrant Centre to doznała szoku
- Naprawdę chciałbyś zamieszkać w Migrant Centre?
- A co w tym złego?
- Złego? Nic złego, rzad australijski dokłada wszelkich starań zeby ułatwic migrantom start w Australii. Ale żeby ty, profesjonalista, człowiek o dużej kulturze, do Migrant Centre... - kręciła z niedowierzaniem głową.
- Ale co tam jest złego? - popatrzyła mi w oczy i ściszonym głosem wyjaśniła.
- Wszak bedziesz z dziećmi, europejskimi dziećmi. Pomyśl sobie jaka będzie ich reakcja gdy pewnego dnia spotkają na schodach wietnamską rodzinę konsumującą kotka, z którym twoje dzieci dzień wcześniej się zaprzyjaźniły!
Nie wiem co o tym mysleć, ale ta wizja mnie rozśmieszyła.
- Czy mogę prosić o formularz aplikacyjny do Migrant Centre?
Pani R. rzuciła mi lodowate spojrzenie, wstała, i poleciła mi udać się do recepcji. Już więcej jej nie zobaczyłem.
Złożyłem aplikację, ale jakimś dziwnym trafem gdzieś się urzędnikom zawieruszyła i nie zdążyli załatwić jej w terminie. Nie przejmowałem sie tym zbytnio, uważałem że osobiste załatwianie formalności będzie dobrym przygotowaniem do życia.

Końcówka w pracy przebiegła spokojnie. O zakończeniu kontraktu poinformowałem dużo wcześniej, tak że szef zdążył znaleźć dobrego nastepcę. Był to Amerykanin hinduskiego pochodzenia, miał duze doświadczenie i nie bał się podejmować nowych projektów.
Trochę mi było szkoda odejść własnie w takim momencie. Jako kierownik rozwoju systemów pracowałem nad projektem przeniesienia systemu administracji studentów na system bazy danych. Zamówiłem już odpowiedni software - DMS-1100 uchodził za najlepszy system bazy danych. Do tego system przetwarzania tranzakcji on-line (TIP). Świerzbiały mnie ręce żeby wreszcie opracować i wdrożyc jakąś dużą aplikację. Może w Australii?

Mój szef , Nisar Shariff, pożegnal mnie bardzo sympatycznie. Zorganizował nawet u siebie w domu pożegnalny obiad, na który zaprosił wszystkich Polaków i Amerykanów zatrudnionych w ośrodku...

Pozegnanie

Drugi od prawej - wspomniany kilkakrotnie w tym blogu Bob Stratton, trzeci od prawej - Darek Kucharski, ostatni po prawej - mój następca. Na froncie, w jasnych ubraniach, mój szef i jego żona. 

Jako prezent pożegnalny dostałem poniższą pamiątkę. To najbardziej charakterystyczna budowla Kuwejtu - KLIK...

Wieze

Po najechaniu myszą na zdjęcie pokaże się oryginał.

Komentarz Darka: jeśli kiedykolwiek zatęsknisz za Kuwejtem, to usiądź na tym.
Nie tęsknię za Kuwejtem w sensie, że nie odczuwam jego braku, jednak czas tam spędzony uważam za bardzo dobry i istotny.

Pozostało jeszcze zdjąć tabliczkę z mojego biurka...

Tabliczka

Ostatnia msza w Ahmadi i spacer ze znajomymi...

Po mszy

Ostatni spacer po zimowej plaży...

Na plazy

Wieczorem polecieliśmy do ciepłych krajów.

wtorek, 05 stycznia 2016, pharlap
Tagi: 1983 Kuwait

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Michael Sowa, 59.92.216.*
2016/11/15 11:42:50
Uważam, że zaplanowanie kilku blogach wyprzedzeniem jest bardzo pomocna. Choć nadal komentować, czuję się bardziej wolna, aby to zrobić bez presji delegowania tak często.

Quality custom essays online