Ⓒ Copyright Lech Milewski i Tadeusz Gajl

Kopiowanie całości lub fragmentów na bezpłatnym internecie dozwolone pod warunkiem podania linku do tego blogu.

Kopiowanie na innych mediach tylko po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Kontakt:
Lech Milewski: pharlap@gazeta.pl
Tadeusz Gajl:tadeuszgajl@gmail.com

Blog > Komentarze do wpisu

Sezamie otwórz się

Lech  Lech

W poprzednim wpisie wspomniałem, że zacząłem pracować w Pracowni EtobSystem i, że jej szef Andrzej Zienkiewicz wiązał z moja osobą duże nadzieje.

Na początek pożyczył mi książkę Roberta Townsenda - Up the Organization: How to Stop the Corporation from Stifling People and Strangling Profits  - KLIK.
Informacja po polsku tutaj - KLIK.

Książka bardzo mi sie podobała jednak oddając ją panu Andrzejowi zwróciłem uwagę, że opisuje ona sytuację w gospodarce wolnorynkowej, w prywatnej firmie. a u nas o wszystkim decyduje Partia.
- A wie pan, że ja jestem bezpartyjny? - spytał pan Andrzej.
Nie wiedziałem.
- A wie pan, ze Jacek Karpiński, który nie tylko jest bezpartyjny, ale deklaruje publicznie swoją niechęć do ustroju jest dyrektorem fabryki produkującej komputery jego własnej konstrukcji?
Wiedziałem.
- No to jak to jest? - zapytałem. 
- Bardzo prosto. Ludzie na wysokich stanowiskach w partii pną się po szczeblach kariery. Muszą być ostrożni żeby nie dać swoim konkurentom jakichś atutów. Z drugiej strony muszą się wykazać jakimiś osiągnięciami. To jest szansa dla nas - my nie stanowimy dla nich konkurencji, nasze sukcesy będą szczeblami w ich karierze. Możemy robić to co lubimy, oni stworzą nam do tego warunki. Karpiński wścieka się na partyjny aparat. Według mnie nie ma racji. Ci ludzie ponoszą duże ryzyko, działają w określonych uwarunkowaniach. Wszak komputery produkuje już Elwro, mówi się o wspólnym komputerze państw RWPG. To jest tak jak walka z wielkimi koncernami w krajach kapitalistycznych. Ktoś toczy tę walkę żeby komputery Karpińskiego były produkowane.

Nieco uspokojony wróciłem do rozważań nad książką. Robert Townsend zadaje pytanie - jeśli obecna praca nie sprawia ci radości albo nie przynosi dużych pieniędzy, to dlaczego jej nie rzucisz?
Tak jest - poznałem już radość pracy i tego szukałem.
Pan Andrzej mi to dostarczył. EtobSystem podpisał bardzo lukratywny kontrakt z rządowym projektem WEKTOR - KLIK
Rząd Gierka, zgodnie z obietnicami, zabrał się bardzo energicznie do inwestycji - huta Katowice, Bełchatów, kombinat miedziowy w Legnicy. To były wielkie projekty i wielkie wydatki, również dewizowe. Rząd potrzebował narzędzi do kontroli postępu prac. 
EtobSystem posiadał kadrę doświadczonych ludzi, którzy potrafili na miejscu ocenić postęp prac i potrzeby. Brak było komputerowego systemu gromadzenia i wstępnego przetwarzania tych informacji. System Wektor kontrolował 300 najważniejszych inwestycji.

Pan Andrzej przedstawił mi sprawę tak: nasz człowiek wizytuje wielką budowę, widzi co zakończono, co jest w toku, co ma się wkrótce zacząć. Potrafi ocenić jakich środków - materiałów, maszyn - potrzeba dla każdego zadania. On powinien móc natychmiast wprowadzić to do komputera. Komputery ODRA są już w prawie każdym wojewódzkim mieście, dostęp nie będzie problemem. Rzecz w tym, że nie wiemy jakiego rodzaju to będą informacje. Potrzebne jest narzędzie, które pozwoli jemu samemu to zdefiniować. Systemu, który przyjmie nieoczekiwane informacje i sporządzi wymyślone na poczekaniu raporty.
Co pan na to?

To było to. Pierwsza sprawa to nazwa systemu. Rządowy system zbierania danych miał nazwę AWIZO-MOC więc najlepszy był SEZAM - oficjalnie tłumaczyło się to jako System Eksploatacji Zbiorów Awizo Mocy, ale dla mnie to było to bajkowe doświadczenie.
Druga sprawa to zespół. Na początek dostałem do pomocy dwie wspaniałe osoby - wspomnianego wcześniej Andrzeja M - świetnego kolegę i bardzo inteligentnego programistę i Janka R - doskonałego projektanta systemów. 

Praca toczyła się na dwóch płaszczyznach - z jednej strony konstrukcja dość złożonego systemu, z drugiej - co miesiąc, dwa, musieliśmy dać użytkownikom jakąś funkcjonującą cząstkę systemu. Na początek było to oczywiście wprowadzanie informacji źródłowych. Docierały one do nas i trzeba było szybko przekształcić je w raporty dla systemy WEKTOR, w jaki sposób to już nasz kłopot.

Wspomniałem, że kontrakt z WEKTOREM był lukratywny. Tak, nasze premie przekraczały 100% wynagrodzenia.
Tu znowu refleksja pana Andrzeja. Dobra praca to taka, którą chętnie by się robiło nawet za darmo. Sprawą kierownictwa jest wynagradzać dobrych ludzi tak żeby nigdy nie musieli ubiegać się o podwyżkę.
W EtobSystemia tak właśnie w tym czasie było. 

W polskiej informatyce działo się wiele. We Wrocławiu produkowano seryjnie komputery ODRA, zaczynała działać fabryka komputerów K-202 konstrukcji inż Jacka Karpińskiego, firma IBM zdołała zainstalowac kilka komputerów w krajowej sieć ośrodków obliczeniowych ZETO. Wydaje mi się, że angielska firma ICL postawiła na budownictwo. W ETOBie zaczęli się pojawiać konsultanci z tej firmy, szukali ścieżki do nawiązania współpracy na zasadach partnerstwa. Nie łudziłem się myślą, że o partnerstwo tu chodzi. Oni wiedzieli, że status partnera ułatwi naszej dyrekcji uzasadnienie wniosku o zakup komputera.

Na razie skorzystałem na tym ja. 
Współpraca z rządowym systemem WEKTOR dodała nam wiele autorytetu. Anglicy zaproponowali żeby ktoś z naszej pracowni opracował referat na temat sterowania wielkimi inwestycjami i wygłosił go na konferecji w Londynie. Referat opracował nasz czołowy konsultant Jurek W. a mnie przypadła rola przetłumaczenie go na angielski i wygłoszenia na konferencji.

Konferencja miała tytuł - Profitable computing in building industry. Pojechaliśmy na nią obaj. Zamieszkaliśmy w bardzo dobrym hotelu. W recepcji zauważyłem informację, że załatwiają bilety na musical Jesus Christ Superstar. Kupiliśmy.
Trzeba przedtem coś zjeść. Jurek wskazał na hotelową restaurację. Ceny były bardzo wysokie - niech dopiszą do rachunku za hotel - zdecydował Jurek. Obiad był pewnie bardzo dobry, ale mieliśmy zbyt mało czasu żeby to docenić. Pobiegliśmy do teatru, na szczęście było dość blisko.
4 lata wcześniej zachwycił mnie w Londynie musical Fiddler on the roof tym razem wrażenia były jeszcze lepsze, przede wszystkim pod wzgledem muzycznym (Andrew Webber)  - KLIK.
Powyższy link to fragment z filmu. Na scenie było to o wiele lepsze, właśnie z powodu ograniczeń sceny teatralnej.

Następnego dnia poszliśmy posłuchać konferencyjnych obrad. Mina mi zrzedła. Referaty były ciekawe, świetnie przygotowane i prezentowane, dyskusja ostra. Jeszcze bardziej mi zrzedła po  prezentacji jakiegoś Francuza. W dyskusji zarzucono mu, że właściwie niczego nie zaprezentował tylko wygłosił truizmy.
Po obradach spotkaliśmy naszego opiekuna z ICL, minę miał równie ponurą jak ja. Po pierwsze chyba zaniepokoiły go koszty nazego obiadu dopisane do rachunku hotelowego. Zaprosił nas na obiad do jakiejs egzotycznej restauracji i wielokrotnie zapewniał, że to większa atrakcja niż jedzenie w hotelu. Po drugie zaproponował żeby zrobić próbę generalną mojej prezentacji, przyprowadzi na nią polskiego doktoranta, specjalistę od budownictwa.
Doktorant przydał się gdyż uzgodniłem z nim angielskie terminy dla kilku specjalistycznych zwrotów poczym nastąpiła próba generalna.  Wygłosiłem otwierające zdanie i poczułem tak wielkie znużenie, że stwierdziłem, że nie jestem w stanie kontynuować. Nastąpiła zupełna konsternacja. Muszę przyznać, że przedstawiciel ICL zachował się jak gentlemen - życzył mi dobrego wypoczynku i udanej prezentacji.
Pierwsza część życzenia nie spełniła się, prawie wcale nie spałem, w kółko przypominał mi się mój próbny występ - jedno zdanie i zupełna pustka w mózgu.

Na prezentacji jednak czułem w sobie jakąś nieznaną mi dotąd energię. Żeby oswoić się z salą zrobiłem krótką próbę rzutnika i w tym czasie spostrzegłem na widowni starszego pana, który patrzył na mnie z życzliwym uśmiechem. Zrobło mi się ciepło na sercu - będę mówił tylko dla niego! Wszystko poszło jak z płatka, pan nadal sympatyznie się uśmiechał i potakiwał, kątem oka zauważyłem, że przedstawiciel ICL potakiwał z wielkim entuzjazmem.
Zadano mi kilka całkiem sensownych pytań, Jurek odpowiedział, ja przetłumaczyłem. Jedno pytanie zapamiętałem na długo - nie zauważyłem w waszym systemie żadnej troski o koszty inwestycji. Tu nie musiałem prosić Jurka o odpowiedź gdyż mogłem zacytować słowa pana Andrzeja Z. - kopalnia miedzi w Lubinie wydobędzie dziennie materiał wartości ponad miliona dolarów. Przyspieszenie jej uruchomienia zrekompensuje wszelkie koszty. Pożegnano mnie brawami.
Ciekaw jestem czy ktoś pamiętał moją wypowiedż kilka lat później kiedy inwestycje w Polsce stanęły a rząd Gierka ugrzązł w długach.
Na marginesie dodam, że doświadczenie z tej prezentacji przydało mi się podczas późniejszych interview u sprawie pracy a było ich wielu. Po pierwsze znaleźć w komisji sympatyczną osobę i mówić do niej i dla niej. 30 lat później dowiedziałem się, że jest to naukowo potwierdzona metoda. Po drugie - żadnych prób generalnych - prezentacja musi być spontaniczna. To już moja osobista specyfika niezgodna z poglądami specjalistów.

Nadeszło lato. Sylwia znalazła prywatną kwaterę w Rybienku w okolicach Wyszkowa. Ania miała już 2 lata, powinienem dać sobie z nią radę. A zatem Sylwia i ja przydzieliliśmy sobie po 2 tygodnie urlopu. Najpierw pojechałem ja - na spływ kajakowy PTTK na Mazury. Gdy wróciłem Sylwia pojechała na obóz wedrowny PTTK w Beskid Sądecki.

Z Anią nie miałem problemu. Natychmiast po wyjeździe Sylwii przyjechala moja Matka. Obiady mieliśmy załatwione w prywatnej jadłodajni. 

RybienkoRybienko

niedziela, 04 października 2015, pharlap

Polecane wpisy

  • Lataj LOTem - tam i spowrotem

    Lech Wspominałem, że czułem, że w FSO nie zagrzeję zbyt długo miejsca. Przyczyną praktyczną była duża odległość od domu. Przyczyną merytoryczną świadomość, że p

  • Sezamowe skarby - rok 1974

    Lech Rok 1974 obfitował w liczne ważne wydarzenia. Główne funkcje systemu Sezam zostały zakończone i uruchomione. Użytkownicy mogli korzystać z systemu bez nasz

  • Bunt i stabilizacja

    Lech Szybko wdrożyliśmy się w nowy rytm życia. Mój udział był skromny i prosty. Po przyjściu z pracy wychodziłem z Anią na spacer. Wieczorem kąpałem ją, prałem

  • Prawie urlop

    Już liczę godziny, kiedy to odłożę na bok wszystkie sprawy i zacznę niczym nie skrępowany odpoczynek. Miałam zacząć to robić jutro o 18, bo tak wypadało z grafi

  • Nic nie robię

    Ostatnio to raczej nic nie robię niż robię. Bo mi się nie chce. A diabełek za uszami podszeptuje- że powinnam to czy tamto, no bo jak to tak- siedzieć i nic nie

Komentarze
2015/10/04 12:21:02
Drogi Lecha i moje mocno się rozchodzą. Ale obaj jesteśmy ludźmi, którzy mają w sobie dar - mamy zawody, które nam odpowiadają. "Dobra praca to taka, którą chętnie by się robiło nawet za darmo" - mieć taką pracę to jest kwintesencja szczęścia każdego człowieka. Trochę to pompatycznie brzmi, jest to też truizm. Ale bardzo rzadko się zdarza...